Przedostatnia sesja przed świętami okazała się bardzo nudna. Sprawdziły się zatem przypuszczenia, że w tym tygodniu nic przełomowego się nie wydarzy. Sesja wigilijna to już tylko przykry obowiązek dla nielicznej grupy graczy i z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że i tego dnia nic szczególnego się nie wydarzy. Zresztą nawet gdyby mimo to rynek ruszył w którąś ze stron, to niska aktywność skutecznie "unieważni" taką akcję. Z technicznego punktu widzenia będzie ona mało wiarygodna.
Można spokojnie zapomnieć o tym, co się wczoraj działo, poza jednym wyjątkiem. Ceny zmieniały się bardzo powoli, transakcje dokonywane były sporadycznie, a ich wartość była niska. Tym samym wartość obrotu okazała się znikoma. Jest tylko jeden element, który powinien być przez inwestorów zauważony. Jest nim wielkość bazy. Na wczorajszej sesji wzrosła ona do poziomu +26 pkt. Pamiętamy, że nie tak dawno jeszcze oscylowała wokół zera. Tę dysproporcję łatwo zauważyć, gdy porównamy zmiany indeksu i kontraktów względem środowego zamknięcia. Kontrakty zyskały 1 pkt, a indeks stracił ich prawie 20.
Jeśli przyjąć, że zmiana wielkości bazy jest dobrym miernikiem panujących na rynku nastrojów, można dojść do wniosku, że na rynku terminowym zaczyna przeważać optymizm. Gdy indeks zaliczał nowe minima, kontrakty mieszały się nad poziomem swojego poprzedniego minimum. Widać więc, że na rynku kontraktów zaczyna przeważać przekonanie, że obecny spadek to tylko korekta. Ten optymizm paradoksalnie przybliża nas do szczytu. Właśnie optymizmu brakowało przy kreśleniu ostatniej górki. Teraz, jeśli wykreślimy nowy szczyt przy dużej bazie, będzie można się zastanawiać, czy nie będzie on przypadkiem tym właściwym. Oczywiście o transakcjach zadecydują dopiero ewentualne sygnały sprzedaży.