Z powodu złego planowania i absencji chorobowej US Airways musiały odwołać loty. W Filadelfii, która jest jednym z głównych portów firmy, nie dostarczono pasażerom około 10 tys. sztuk bagażu. Bierny protest stewardes i pracowników obsługi bagażu, którzy w miniony weekend wzięli wolne, nie mógł nastąpić w gorszym momencie. Boże Narodzenie to drugi, po Święcie Dziękczynienia, okres największego "obłożenia" samolotów i wszyscy przewoźnicy ogłaszają mobilizację. Do absencji doszły także kłopoty z pogodą i opóźnieniami lotów. US Airways straciły w wyniku świątecznego bałaganu wielu wiernych klientów, którzy w rozmowach z dziennikarzami zarzekali się, że już nigdy więcej nie wsiądą do samolotów tych linii.

US Airways z trudem utrzymuje się na powierzchni i wciąż stoi przed widmem kompletnego wypadnięcia z rynku. W ramach reorganizacji władze spółki zwróciły się do związków zawodowych o zgodę na znaczne obniżenie zarobków. W październiku sędzia sądu upadłościowego tymczasowo obniżył wypłaty dla wszystkich zatrudnionych o 21%. Rozmowy o nowej siatce płac ciągle trwają.

Razem z apelem o pracę społeczną US Airways zapowiedziały także wyciągnięcie konsekwencji wobec tych pracowników, którzy wzięli dni wolne od pracy z powodu rzekomej zdrowotnej niedyspozycji i wstrzymanie wypłat dla tych, którzy bezprawnie skorzystali z tzw. sick days. W USA nie ma systemu ubezpieczeń chorobowych. Najczęściej pracodawcy płacą swoim pracownikom z własnej kieszeni za określoną liczbę dni w roku (najczęściej 5-10). Zachowania swoich kolegów nie poparli związkowcy, obawiający się, że rozluźnienie dyscypliny może się zakończyć dla przewoźnika kompletną katastrofą.

(Nowy Jork)