Procesy, które zachodzą obecnie w polskiej gospodarce, nastręczają analitykom i ekonomistom niemałych problemów interpretacyjnych. Z jednej strony gospodarka już dawno zakończyła fazę spowolnienia i od ponad roku rozwija się w tempie, które należy uznać za bardzo przyzwoite - średnie tempo wzrostu PKB w ciągu ostatnich sześciu kwartałów przekroczyło 5%. Z drugiej, pomimo wysokiego tempa rozwoju, nadal poprawa sytuacji w niektórych kluczowych obszarach nie jest zauważalna lub jest niezadowalająca. W szczególności dotyczy to sytuacji na rynku pracy oraz działalności inwestycyjnej polskich przedsiębiorstw. W konsekwencji utrudnia to ocenę trwałości trendu ożywienia gospodarczego i prowadzi do kontrowersji oraz rosnących rozbieżności odnośnie do dalszych perspektyw krajowej gospodarki.
Dość powszechne jest wciąż przekonanie, że w kolejnych kwartałach powinna nastąpić zmiana układu sił w składnikach popytu finalnego - rolę głównej siły napędowej wzrostu gospodarczego powinien przejąć popyt krajowy, zamiast, jak do tej pory, eksport netto. Mimo to wiara w siłę ożywienia inwestycyjnego wydaje się powoli słabnąć, a wśród analityków coraz częściej pojawiają się głosy, że kolejne lata przyniosą odczuwalne spowolnienie tempa rozwoju gospodarczego.
Moim zdaniem, tego typu opinie są przedwczesne, a publikowane w ostatnim okresie dane makroekonomiczne - wyraźnie słabsze od oczekiwań - nie zapowiadają zdecydowanego pogorszenia koniunktury gospodarczej. Ich słabość wynika w dużej części z jednoczesnego oddziaływania szeregu czynników (po części natury statystycznej, częściowo wynikających z oddziaływania zjawisk jednorazowych i przejściowych). Ich ustąpienie na przełomie roku 2004/2005 może zaowocować wyraźną poprawą ocen klimatu gospodarczego i ujawnieniem silniejszej, niż to się teraz ocenia, presji popytowej w polskiej gospodarce w kolejnych kwartałach.
Przykładem danych, które z różnych względów mogą niedokładnie odzwierciedlać to, co dzieje się w polskiej gospodarce, są opublikowane ostatnio statystyki PKB. Główny Urząd Statystyczny podał, że wzrost PKB spowolnił w III kwartale 2004 r. do 4,8%, z 6,1% w II kwartale. Struktura wzrostu gospodarczego w III kwartale sugeruje, że powszechnie oczekiwane ożywienie w inwestycjach było wolniejsze niż spodziewane. Zarejestrowany wzrost nakładów brutto na środki trwałe wyniósł 4,1% r/r wobec 3,6% w II kw. 2004 r. Sugeruje to, że pomimo wysokiego wykorzystania mocy produkcyjnych i poprawy sytuacji finansowej przedsiębiorstw, wciąż powstrzymują się one z inwestycjami na szerszą skalę. Biorąc jednak pod uwagę wcześniejsze dane GUS o inwestycjach w firmach zatrudniających co najmniej 50 osób - zjawisko to dotyczy głównie małych przedsiębiorstw. Sytuację tę trudno wytłumaczyć w sposób jednoznaczny. Z jednej strony, niskie tempo wzrostu inwestycji może częściowo być efektem problemów rachunkowych GUS. Warto bowiem zauważyć, że już trzeci kwartał z rzędu nastąpił niesamowity przyrost zapasów w gospodarce, który, według moich szacunków, odpowiadał za 1,6 pkt proc. wzrostu PKB (w dwóch pierwszych kwartałach 2004 r. było to odpowiednio 2,3 i 1,7 pkt proc.). W ujęciu nominalnym, zmiana zapasów w III kwartale wyniosła 4,8 mld zł, a od początku roku było to aż 14,4 mld zł. Trudno znaleźć przekonujące ekonomiczne wyjaśnienie takiego zjawiska.
Biorąc pod uwagę, że zmiana zapasów jest w praktyce traktowana przez GUS jako wielkość rezydualna, można przypuszczać, że statystycy mają pewne problemy ze zbilansowaniem popytowej strony rachunków narodowych i część wzrostu inwestycji lub konsumpcji indywidualnej jest klasyfikowana w postaci gwałtownego przyrostu zmiany zapasów.