Wczorajsza sesja była fatalna dla byków. Mało że WIG20 zniżkował o ponad 2%, to jeszcze w dodatku otwarta została przy okazji dość szeroka luka bessy (1931-1939 pkt). Trudno się spodziewać, by taki rozwój wydarzeń nie pozostał bez wpływu na kolejne sesje. Sytuacja tym różni się od poprzednich dwóch korekt z grudnia ub.r., że teraz na spadek o kilkadziesiąt punktów wystarczył indeksowi praktycznie jeden dzień, podczas gdy wcześniej zniżka przebiegała łagodniej i zajmowała kilka sesji. Z uwagi na duży impet spadku są raczej małe szanse na to, by przecenę WIG20 powstrzymało krótkoterminowe wsparcie wynikające z ostatniego dołka (1909 pkt). Niestety nagłego wyhamowania przeceny nie zapowiadają też wskaźniki techniczne. Oscylator stochastyczny jest wciąż dość wysoko i zanim dotrze do strefy wyprzedania, może jeszcze minąć trochę czasu.

Z drugiej jednak strony nie ma co przesadzać ze snuciem czarnych scenariuszy w średnioterminowej perspektywie. Nie jest dobrze, ale też nie beznadziejnie. Nie pojawiły się bowiem żadne poważniejsze sygnały sprzedaży. Warto przypomnieć, że w październiku jeszcze silniejsza przecena (o 5%) nie zniweczyła szans na dalszą zwyżkę. Na razie WIG20 zniżkował o niecałe 3% od ostatniego szczytu. Gdzie mogą się zatrzymać spadki? Skoro niewielkie są szanse na obronę wsparcia na wysokości 1909 pkt, to rozsądnie jest upatrywać bariery dla niedźwiedzi na poziomie wcześniejszego dołka z pierwszej połowy października - 1864 pkt. Wartość ta jest o tyle istotna, że nieco powyżej przebiega linia długoterminowego trendu wzrostowego biegnąca po dołkach począwszy od marca 2003 r.

Byki znalazły się w tarapatach, ale trend jest wciąż wzrostowy. Sytuacja ta się może zmienić, jeśli następne sesje przyniosą serię silnych spadków. Wygląda na to, że w tym roku efekt stycznia stoi pod dużym znakiem zapytania. Tak przy okazji warto jednak zauważyć, że po raz kolejny odbył się Rajd Św. Mikołaja, rozumiany jako zwyżka na 5 ostatnich sesjach grudnia i pierwszych dwóch sesjach stycznia. W tym czasie WIG20 wzrósł o 1,9%.