- Nie możemy dopuścić do utrzymywania się stanu, w którym pewni urzędnicy i grupy zawodowe potrafią zapewnić sobie przywileje nie do zaakceptowania z punktu widzenia ogólnospołecznego - tak premier Marek Belka komentuje sprawę tzw. umów społecznych w energetyce. Zapowiedział, że sprawą we wtorek zajmie się rząd. - Przypominam, iż te 10-letnie okresy zapewnienia stałego zatrudnienia zostały przez środowisko energetyczne wynegocjowane w czasie rządów poprzedniej koalicji. My zostaliśmy postawieni wobec konieczności wykupienia tych przywilejów - oświadczył premier.
Umowa społeczna, podpisana pod koniec ubiegłego roku w koncernie Energa przewiduje m.in., że w przypadku zwolnienia pracownika (nie z jego winy) przysługuje mu odprawa w wysokości pensji, które otrzymywałby do końca okresu ochronnego, czyli przez 10 lat. - Na wtorek zwołałem posiedzenie komisji skarbu po to, by sprawdzić, jak to wszystko wygląda i jakie są możliwości naprawy tej sytuacji - ocenił Kazimierz Marcinkiewicz (PiS) przewodniczący sejmowej Komisji Skarbu Państwa.
Poniedziałkowa "Gazeta Wyborcza" poinformowała, że poza 10-letnimi gwarancjami pracy i płacy polscy energetycy zatrudnienie w spółkach Skarbu Państwa zagwarantowali sobie po 4 tys. zł premii. Wypłaty są szacowane na ćwierć miliarda złotych. Pieniądze dostanie ok. 35 tys. osób zatrudnionych w koncernach energetycznych (w gdańskiej Enerdze premia wynosi 4,5 tys. zł brutto), a także pracownicy (23 tys. osób) skupiającego elektrownie i kopalnie holdingu BOT (Bełchatów, Opole, Turów).
PAP