Prezes Airbusa Noel Forgeard poprosił o pomoc finansową rządy czterech krajów - Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Kwota, jaką chciałby otrzymać - 1 mld euro - ma pomóc w sfinansowaniu projektu budowy nowego modelu samolotu dalekiego zasięgu A350. Wartość przedsięwzięcia szacowana jest na 4 mld euro.
Forgeard złożył tę propozycję zaledwie dzień po tym, jak władze USA i Unii Europejskiej orzekły, że zamierzają w drodze negocjacji rozwiązać spór w sprawie subsydiowania produkcji samolotów Airbusa i Boeinga. Jest to największy w historii konflikt w ramach WTO.
Posunięcie europejskiego koncernu oznacza jednak, że do zakończenia sporu wciąż daleka droga. Amerykanie bardzo agresywnie zareagowali na propozycję szefa Airbusa. - Chcieliśmy jak najszybciej porozumieć się z UE w sprawie zlikwidowania takich subsydiów. Posunięcie Airbusa utwierdza nas w przekonaniu, że powinny zostać zlikwidowane - powiedział Richard Mills, rzecznik amerykańskiego przedstawiciela przy WTO Roberta Zoellicka. Amerykanie bronią w ten sposób własnego koncernu - Boeinga. Airbus wyprzedził niedawno firmę z USA i został liderem wśród światowych producentów samolotów pasażerskich. W 2004 r. dostarczył 320 maszyn o wartości przekraczającej 20 mld USD i uzyskał zamówienia na kolejne 370.
Europejski koncern wchodzi też "na terytorium" Boeinga. EADS, czyli firma macierzysta Airbusa, ogłosiła niedawno plany budowy w USA zakładów produkujących samoloty-tankowce dla Pentagonu. Europejczycy wykorzystują zamieszanie wokół kontraktów Boeinga z amerykańską armią. Kilka miesięcy temu pojawiły się zarzuty, że Pentagon preferuje koncern z Seattle.
Airbus planuje też utworzenie centrum badawczego w Pekinie i podbój rynku chińskiego oraz zapowiada ekspansję w Rosji.