Po przebiegu piątkowej sesji można dojść do wniosku, że inwestorzy na polskim rynku rozpoczęli wcześniej weekend. Aktywność na sesji nie wskazywała, by ktoś z poważniejszych uczestników rynku brał udział w regularnym handlu (o wymianach nie wspominam). Większe zlecenia rzucano sporadycznie, a ceny przebywały w konsolidacji.
Jedynym faktem wartym odnotowania jest to, że bykom przez cały tydzień nie udało się wykreślić porządniejszej korekty. Popyt się szykował, ale ceny nie wzrosły. Nie ma co wspominać o wzroście w ostatnich minutach wczorajszej sesji. To nie był żaden poważny atak kupujących. Zakupy PKN pod koniec notowań o niczym nie świadczą. Nie mogą, bo spółka przez większość tego tygodnia nie grzeszyła "mocą".
Warto zwrócić uwagę na fakt, że wzrostowi cen w końcówce sesji towarzyszył spadek LOP. Zatem mamy kolejny argument za tezą, że to nie prawdziwa chęć gry na zwyżkę podniosła ceny kontraktów. W końcówce najaktywniejsi byli zamykający krótkie pozycje daytraderzy oraz gracze, którzy nie pozostawiają otwartych pozycji na weekend. To raczej nie jest dobra podstawa do prognozowania mocniejszego wzrostu.
Końcowa zwyżka cen na może jednak wywrzeć wpływu na poziom notowań w pierwszych godzinach handlu w poniedziałek. Pojawią się pewnie nadzieje (jak w całym mijającym właśnie tygodniu) na odbicie. Być może faktycznie uda się bykom podnieść nieco ceny. Obawiam się jednak, że wiele z tego nie będzie, a kursy po krótkiej przerwie powrócą do spadków. Wydaje się, że jest za wcześnie na poważniejszy wzrost. Ceny nie doszły nawet do najbliższego wsparcia w okolicy dołka z 13 grudnia ub.r. Może to być teoretycznie wynik silnego rynku, ale po obserwacji notowań z tego tygodnia tezę o silnym rynku możemy pozostawić nadal w sferze teorii.