Notowania złotego zmieniły się w poniedziałek jedynie symbolicznie. Od wielu dni inwestorzy mają trudność z jednoznaczną oceną tego, czy coraz bardziej prawdopodobna w tej połowie roku obniżka stóp procentowych może stać się wsparciem dla rynku obligacji i w konsekwencji dla naszej waluty, czy też złagodzenie polityki pieniężnej zostało już wliczone w ceny, wobec czego polskie papiery dłużne zaczynają się prezentować coraz mniej atrakcyjnie. Wczorajszy brak reakcji złotego na spadek rentowności obligacji przemawia za tą drugą możliwością. Dodatkowym czynnikiem ryzyka dla zwolenników złotego jest powrót dyskusji o negatywnym wpływie jego mocnego kursu na wzrost naszej gospodarki. Przypomniał o tym wczoraj wicepremier J. Hausner.

Na świecie też było dość nudno. Dolar minimalnie umocnił się wobec euro. To przekonuje, że najbardziej prawdopodobnym wariantem jest dalszy spadek notowań euro w stronę 1,283 USD, gdzie znajdują się szczyty z I kwartału 2004 r. Krótkotrwałe zaniepokojenie deficytem handlowym, który kolejny raz okazał się rekordowy, najlepiej pokazało zmianę nastawienia inwestorów do amerykańskiego pieniądza. Coraz bardziej realne staje się to, że obecny rok przyniesie zatrzymanie trwającej od 3 lat zniżki dolara i upłynie pod znakiem trendu bocznego.