Wczorajsza sesja przyniosła w końcu to, na co czekaliśmy już od wielu dni. Ceny wybiły się z kilkudniowej konsolidacji. Ten fakt pewnie cieszy wszystkich. Kierunek tego wybicia to już jednak radość dla jednej, a zmartwienie dla drugiej części rynku.

To był dobry dzień dla niedźwiedzi. Już od samego początku. Zaczęliśmy spadkiem pod poziom dolnego ograniczenia konsolidacji. Byki ratował fakt, że nie towarzyszył temu wybiciu poważniejszy obrót. Po krótkiej chwili i marnej próbie podniesienia rynku, ceny ponownie zanurkowały. Tym razem obrót był już większy, co wywołało reakcję graczy. Najpierw umiarkowaną obawę, która pod koniec sesji zmieniła się w regularną ucieczkę posiadaczy długich pozycji. Nastroje zmieniły się diametralnie, co było widać choćby po wielkości bazy. Ta na początku sesji była bliska wartości 30 pkt, by pod koniec notowań wynosić jedynie 6 pkt.

Technicznie sytuacja nie wygląda dobrze. Wczorajszy spadek sprowadził ceny pod poziom dołka z 13 grudnia ub.r. Tym samym poważnie naruszony został pierwszy poziom wsparcia. Był to potencjalny poziom, na którym popyt miał się pokazać z lepszej strony. Wczoraj w tym miejscu widzieliśmy jedynie ogony uciekających byków.

Przypomnę, że potencjał spadku jest znacznie większy od tego, co widzieliśmy wczoraj. Jest całkiem prawdopodobne, że spadek cen ma szansę zatrzymać się dopiero w okolicy 1780-1790 pkt. To poziom dołka, od którego zaczęliśmy kreślić formację klina zwyżkującego. W analogicznym miejscu zatrzymany został spadek cen po wykreśleniu szczytu w kwietniu ub.r. Czy teraz będzie podobnie? Jest to całkiem prawdopodobne, gdyż w tych okolicach znajduje się dolne ograniczenie dużej formacji klina zwyżkującego kreślonej przez ponad rok. Wystarczy przynajmniej na odbicie.