Trzecia sesja z rzędu przyniosła zwyżkę WIG20. Widać jednak wyraźnie, że dynamika tego wzrostu jest coraz mniejsza. We wtorek indeks blue chips zanotował zwyżkę o 1%, w środę o 0,6%, a wczoraj było to już symboliczne 0,1%. Nie bez znaczenia jest też przebieg sesji. Od dziennego maksimum WIG20 cofnął się o 0,7%. Czy te statystyki świadczą o tym, że ostatnie odbicie kursów dobiega już końca? Na niekorzyść byków działa nieudana próba powrotu powyżej 1864 pkt. Na tej wysokości znajduje się dołek z 10 grudnia, który do niedawna stanowił wsparcie, obecnie zaś odgrywa rolę oporu. Nawet niezależnie od tego, średnioterminowy trend jest wciąż spadkowy. Sytuacja uległaby zasadniczej poprawie dopiero po pokonaniu przez WIG20 poziomu 1900 pkt. To właśnie na tej wysokości trwała konsolidacja po zakończeniu pierwszej fali spadkowej na początku stycznia. W tym kontekście realne wydaje się wciąż ponowne pogorszenie nastrojów, a ostatnie kilka sesji na plusie należy traktować jako korektę.

Jest też całkiem prawdopodobne, że obecna zwyżka ani nie będzie kontynuowana, ani też nie zakończy się gwałtownym ruchem w dół i przebiciem wsparcia na wysokości 1832 pkt (minimum z 21 stycznia). Jeśli popatrzeć na zachowanie rynku w okresach bezpośrednio po głębszych spadkach w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, to rzadko się zdarzało, by WIG20 płynnie przechodził od trendu spadkowego do wzrostowego. Bardzo często pomiędzy tymi etapami występowała jeszcze konsolidacja i wahania po kilkadziesiąt punktów w dół i w górę. To samo może wydarzyć się i tym razem. Kiedy zakończył się spadek WIG20 o blisko 100 pkt w październiku ub.r., indeks potrzebował dwóch miesięcy, by odrobić straty. Ostatnia zniżka wyniosła ponad 130 pkt, więc okres bez trendu może być jeszcze dłuższy.

Jednoznacznej odpowiedzi na te wątpliwości nie daje też wykres indeksu WIG. Co prawda odbił się on od linii trendu wzrostowego poprowadzonej po serii dołków począwszy od października ub.r., ale o trwałym ociepleniu nastrojów inwestorów nie można jeszcze mówić. Do tego potrzebny byłby wzrost powyżej 25800 pkt, czyli poziomu konsolidacji z połowy stycznia.