Reklama

Są szanse na koniec przeceny

Możliwe że po słabym styczniu na światowe parkiety powróci lepsza koniunktura. Zniżki za oceanem nie były na tyle silne, by można już było mówić o powrocie bessy. Nie pojawiły się poważniejsze sygnały sprzedaży. W Europie Zachodniej sytuacja jest jeszcze lepsza.

Publikacja: 29.01.2005 07:39

Styczeń w tym roku nie jest, niestety, łaskawy dla posiadaczy akcji. Większość światowych indeksów znajduje się na poziomach niższych niż pod koniec grudnia. Za oceanem pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały. Jednym z nich był znaczny spadek średniej transportowej (Dow Jones Transportation Average). Był on skutkiem odbicia od historycznego szczytu jeszcze z maja 1999 r. (3784 pkt). Dlaczego jest to tak istotne? Średnia transportowa to - obok średniej przemysłowej (DJIA) - element klasycznej teorii Dowa. Gdyby się okazało, że obydwa te wskaźniki uformowały właśnie szczyty, to oznaczać by to mogło, że rynek amerykański znalazł się w trendzie spadkowym.

Sytuacja pod kontrolą

Chociaż - jak widać - zaczynają się pojawiać powody do niepokoju, na razie sytuacja nie jest na tyle zła, by można było "ze spokojnym sumieniem" mówić o początku bessy. Po pierwsze, wspomniana średnia transportowa przed rokiem notowała spadki podobnej skali, a mimo to bykom udało się wybronić z opresji. Poza tym, daleka od dramatu jest sytuacja techniczna głównych amerykańskich indeksów.

Wykres S&P 500 nie wygląda aż tak źle, jak można by oczekiwać po blisko miesiącu spadków. Od grudniowego szczytu do dołka z 24 stycznia indeks stracił na wartości ok. 4%. To nie aż tak wiele, biorąc pod uwagę fakt, że w całym ubiegłym roku były cztery fale spadkowe o podobnej, a czasem nawet większej sile, a mimo to indeks zakończył rok na 9-proc plusie. Całkiem realne są szanse na powrót dobrej koniunktury. Ważne, że przynajmniej na razie niedźwiedzie nie zepchnęły S&P 500 poniżej 1160 pkt. Poziom ten jest o tyle istotny, że na tej wysokości znajdują się szczyty sprzed roku, które przez wiele miesięcy hamowały hossę. Kiedy opór ten został pokonany w listopadzie ub.r., było to równoznaczne z sygnałem kupna. Teraz poziom ten stanowi oparcie dla byków.

Średnia przemysłowa

Reklama
Reklama

w kanale wzrostowym

Szczególnie interesujący jest wykres średniej przemysłowej. Można na nim narysować kanał wzrostowy, obejmujący okres od początku października ub.r. Jest on dość szeroki - obejmuje przedział ok. 670 pkt (czyli ok. 6%, licząc od ostatniego szczytu). W tej sytuacji należy oczekiwać, że dolna linia kanału (obecnie 10420 pkt) stanie się wsparciem dla notowań w najbliższym czasie. W nieco dłuższej perspektywie należy oczekiwać ruchu w kierunku górnej linii kanału, a to oznaczałoby powrót hossy.

Co ciekawe, słowo "kanał" pojawiało się już wielokrotnie w analizach w ubiegłym roku, z tym że wtedy była to formacja spadkowa. Od kwietnia do listopada ub.r. Dow Jones znajdował się w opadającym kanale o szerokości niemal takiej samej jak teraz. Wygląda więc na to, że kanał spadkowy zmienił się pod koniec ub.r. na wzrostowy.

W tym kontekście inwestorzy nie powinni się przejmować zbytnio faktem, iż Dow Jones - w przeciwieństwie do S&P 500 - nie zdołał się utrzymać powyżej szczytu z lutego 2004 r. Zwyżka w kanale powinna doprowadzić do powrotu na te poziomy.

Czego można zatem oczekiwać w najbliższych tygodniach? Jeśli formacja kanału ma się utrzymać, to indeksy powinny przynajmniej minimalnie pójść w górę. W optymistycznym wariancie można się spodziewać szybkiego powrotu do szczytów z końca grudnia. Takie zdecydowane odbicie wcale nie jest wykluczone, jeśli popatrzymy na notowania w ubiegłym roku. Głębsze korekty spadkowe ustępowały miejsca od razu silnym wzrostom. Niepotrzebne były okresy konsolidacji.

Silna Europa

Reklama
Reklama

Nie najgorzej wygląda też sytuacja na europejskich parkietach. Zarówno niemiecki DAX, jak i francuski CAC 40 straciły bardzo niewiele na ostatnim pogorszeniu koniunktury za oceanem. Tym razem dało o sobie znać słabnące euro, co może wspomóc europejskich eksporterów. Na razie trudno co prawda powiedzieć, czy tendencja do wzrostu wartości wspólnej waluty uległa już odwróceniu, ale przynajmniej ucichły głosy o zgubnym wpływie silnego euro na gospodarkę unii walutowej.W efekcie frankfurcki DAX znajduje się zaledwie parę procent od tegorocznego szczytu (4316 pkt). Korekta przybrała tu formę raczej konsolidacji niż głębszej przeceny. Indeks utrzymuje się także powyżej szczytów z początku ub.r. Podobnie jak Dow Jones, niemiecki wskaźnik porusza się w kanale wzrostowym. Wsparcie wynikające z niego przebiega obecnie na wysokości 4160 pkt.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama