Styczeń w tym roku nie jest, niestety, łaskawy dla posiadaczy akcji. Większość światowych indeksów znajduje się na poziomach niższych niż pod koniec grudnia. Za oceanem pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały. Jednym z nich był znaczny spadek średniej transportowej (Dow Jones Transportation Average). Był on skutkiem odbicia od historycznego szczytu jeszcze z maja 1999 r. (3784 pkt). Dlaczego jest to tak istotne? Średnia transportowa to - obok średniej przemysłowej (DJIA) - element klasycznej teorii Dowa. Gdyby się okazało, że obydwa te wskaźniki uformowały właśnie szczyty, to oznaczać by to mogło, że rynek amerykański znalazł się w trendzie spadkowym.
Sytuacja pod kontrolą
Chociaż - jak widać - zaczynają się pojawiać powody do niepokoju, na razie sytuacja nie jest na tyle zła, by można było "ze spokojnym sumieniem" mówić o początku bessy. Po pierwsze, wspomniana średnia transportowa przed rokiem notowała spadki podobnej skali, a mimo to bykom udało się wybronić z opresji. Poza tym, daleka od dramatu jest sytuacja techniczna głównych amerykańskich indeksów.
Wykres S&P 500 nie wygląda aż tak źle, jak można by oczekiwać po blisko miesiącu spadków. Od grudniowego szczytu do dołka z 24 stycznia indeks stracił na wartości ok. 4%. To nie aż tak wiele, biorąc pod uwagę fakt, że w całym ubiegłym roku były cztery fale spadkowe o podobnej, a czasem nawet większej sile, a mimo to indeks zakończył rok na 9-proc plusie. Całkiem realne są szanse na powrót dobrej koniunktury. Ważne, że przynajmniej na razie niedźwiedzie nie zepchnęły S&P 500 poniżej 1160 pkt. Poziom ten jest o tyle istotny, że na tej wysokości znajdują się szczyty sprzed roku, które przez wiele miesięcy hamowały hossę. Kiedy opór ten został pokonany w listopadzie ub.r., było to równoznaczne z sygnałem kupna. Teraz poziom ten stanowi oparcie dla byków.
Średnia przemysłowa