Ubiegłoroczne przychody TIM-u przekroczyły 207 mln zł. Były o 40% wyższe niż rok wcześniej. Zysk netto okazał się 12-krotnie większy. Spółka zarobiła w ubiegłym roku 11,1 mln zł. Ostatnia prognoza mówiła o 10,5 mln zł. - To, co się stało, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania - skomentował Krzysztof Folta, prezes TIM-u.

Firma co miesiąc notowała wzrost sprzedaży w porównaniu z poprzednim rokiem. Rekord został pobity w kwietniu. Tuż przed wejściem Polski do Unii Europejskiej sprzedaż artykułów elektrotechnicznych w TIM-ie wzrosła o 86% w porównaniu z 2003 r. - To wszystko udało się nam zrealizować, nie obniżając cen. Nasza marża wręcz wzrosła. Wszystko to osiągnęliśmy, skracając terminy płatności i okres magazynowania oraz obniżając koszty. Zwiększyła się wydajność pracy. Plany sprzedaży na pracownika w ubiegłym roku wynosiły 750 tys. zł. Udało się zrealizować 786 tys. zł. W tym roku ta liczba powinna wzrosnąć do 900 tys., a w przyszłym - do 1 mln zł - zapowiedział prezes Folta.

Mimo rekordowego zysku akcjonariusze spółki nie mogą spodziewać się wypłaty dywidendy. Zarząd opowiada się za przeznaczeniem zysku na pokrycie straty z lat 2001-2002. Po częściowym jej zmniejszeniu w 2003 r., jest to jeszcze 11,8 mln zł.

Prognozy na 2005 r. spółka poda po 16 kwietnia, kiedy zostanie zakończone badanie bilansu. Nieoficjalnie przedstawiciele firmy twierdzą, że liczą na dalszy dwucyfrowy wzrost wyników. Celem jest zajęcie w 2006 r. pierwszego miejsca w branży. Spółka musiałaby do tego czasu zwiększyć przychody o jedną trzecią. - Planujemy dalszy rozwój, jednak raczej nie drogą akwizycji. Naszym zdaniem, to nieopłacalne - stwierdził Krzysztof Folta. Firma chce w tym roku przeznaczyć 4,3 mln zł na inwestycje w infrastrukturę magazynową i na informatykę. Być może rozbuduje również sieć oddziałów.

W piątek kurs TIM-u spadał (3,05%). Zarząd tłumaczył to niską płynnością akcji. - Jesteśmy małą i wrażliwą na wahania spółką. A jeśli chodzi o fundamenty, przedsiębiorstwo jest niedowartościowane - zaznaczył prezes.