Indeksy mają za sobą już trzy tygodnie zwyżki. W tym czasie WIG20 zyskał ponad 7%, odrabiając straty ze styczniowej przeceny. W mijającym tygodniu zaszły jednak pewne zmiany w charakterze tego wzrostu w porównaniu z pierwszymi dwoma tygodniami. O ile wcześniej rosła zdecydowana większość spółek, to ostatnio prym wiodły już wyraźnie te największe. PKN Orlen jest znowu notowany na rekordowym poziomie, TP jest najdroższa od lat, ożywił się nawet kurs KGHM. Tymczasem wiele mniejszych i średnich firm dosięgła korekta. Uwagę zwracało załamanie kursów takich spółek, jak Elektromontaże (Export i Warszawa) czy Energomontaże (Południe i Północ), które wcześniej notowały spektakularne wzrosty.
Selektywny rynek
Mniejsza szerokość rosnącego rynku to co prawda czynnik niekorzystny, ale niekoniecznie decydujący o koniunkturze giełdowej. Kursy części mniejszych spółek zostały wcześniej nadmiernie wyciągnięte przez spekulacyjny kapitał, ale nie jest wcale przesądzone, że teraz pogrążą się w bessie. Obrazujący szerokość rynku wskaźnik Advance/Decline (będący skumulowaną różnicą między liczbą spółek rosnących i liczbą spółek taniejących na poszczególnych sesjach) stopniowo opada już od maja ub.r. Jest to zapewne czynnik niekorzystny z długoterminowego punktu widzenia, ale jak widać na razie nie ma decydującego znaczenia, bo w tym samym czasie indeksy giełdowe krok po kroku wspinały się w górę. Zjawisko to nie pozostaje jednak bez konsekwencji dla inwestorów - znacznie trudniej niż w początkach hossy dobrać teraz spółki, skoro większość z nich zachowuje się słabiej niż indeksy.
Szczyt (niby) pokonany
Sytuacja techniczna WIG20 pozostaje niejasna. Indeks w sposób mało przekonujący pokonał szczyt z 3 stycznia (1967 pkt), bo zaledwie o 0,4 pkt. Z jednej strony to dobrze, bo nie pojawiła się duża podaż (przynajmniej w przypadku największych spółek), która mogłaby zepchnąć notowania w dół i spowodować nakręcanie się spirali wyprzedaży akcji. Z drugiej - brak jednak było silnego uderzenia ze strony popytu, które potwierdziłoby pokonanie szczytu. Niekorzystnie działa wykupienie widoczne na krótkoterminowych oscylatorach. Korekta staje się coraz bardziej uzasadniona. Trudno natomiast przesądzać o jej głębokości. Możliwy stałby się w takiej sytuacji powrót WIG20 w okolicę 1900 pkt, czyli do połowy ostatniej fali wzrostowej. Nie ma na razie sensu snuć bardziej pesymistycznych scenariuszy z uwagi na to, że trwa trend wzrostowy, a inwestorzy nie wykazują chęci do pozbywania się akcji za wszelką cenę.