Reklama

Archipelag dla inwestorów

Łączna pomoc publiczna - głównie w postaci zwolnień podatkowych - jakiej udzielono dotychczas firmom działającym w Specjalnych Strefach Ekonomicznych, przekroczyła zapewne w ub.r. wartość 2 mld zł. Można się spodziewać, że w kolejnych latach będzie ona lawinowo rosnąć.

Publikacja: 19.02.2005 09:43

Euro-Park Mielec - najstarsza z polskich Specjalnych Stref Ekonomicznych - 6 października będzie obchodzić 10-lecie utworzenia. W następnych latach powstało w Polsce kilkanaście kolejnych SSE. Czego dokonały przez ten czas, jakie są koszty ich funkcjonowania?

Działalność w SSE rozpoczęło dotychczas nieco ponad 400 firm (kolejnych blisko 300 jest w fazie inwestycji). Przedsiębiorstwa te zainwestowały w strefach blisko 18 mld zł, tworząc tam ok. 75 tys. miejsc pracy.

Jednocześnie Skarb Państwa wspierał inwestycje w SSE, oferując firmom wchodzącym do nich publiczną pomoc. Ma ona głównie formę zwolnień z podatków. Na koniec 2003 roku jej łączna wartość sięgnęła 1,57 mld zł. Dane na koniec 2004 roku będą znane najwcześniej w czerwcu, jednak można przypuszczać, że zsumowana wartość tej pomocy przekroczy 2 mld zł.

- W przyszłości będzie ona lawinowo rosnąć - mówi dyrektor Teresa Korycińska z Departamentu Promocji Gospodarczej ministerstwa gospodarki. Trzeba bowiem pamiętać, że ze zwolnień podatkowych można korzystać dopiero wówczas, gdy firma zaczyna osiągać zyski. Pierwsze takie zwolnienia dla przedsiębiorstw inwestujących w SSE pojawiły się w 1997 roku, dwa lata po założeniu pierwszej strefy. Wówczas ich wartość wyniosła zaledwie 16 mln zł. Potem narastała w tempie niemal geometrycznym. W 2003 roku przekroczyła 550 mln zł. To prawie tyle, ile w dwóch poprzednich latach łącznie.

Ministerstwo gospodarki spodziewa się, że zyskowność firm zlokalizowanych w SSE będzie rosnąć. Zwiększać się będzie zatem i wartość udzielanej im z mocy prawa pomocy publicznej.

Reklama
Reklama

A jakie są efekty działalności poszczególnych stref?

Pionierzy z Mielca

Większość obszaru Mieleckiej SSE tworzą tereny poprzednio należące do Państwowych Zakładów Lotniczych WSK PZL-Mielec. Na obszarze 708 ha znajdowały się hale produkcyjne, magazyny, budynki biurowe, a także działki nadające się do zabudowy. Stworzeniu tu strefy przyświecały więc przede wszystkie dwa cele: wykorzystania istniejącego majątku oraz tworzenia miejsc pracy.

Dziś po 10 latach funkcjonowania Euro-Parku Mielec i na półmetku jego istnienia (strefa ma istnieć przez 20 lat) można powiedzieć, że te zamierzenia udało się w dużej części zrealizować. Łącznie wydano 96 zezwoleń na prowadzenie działalności w sześciu tzw. obszarach inwestycyjnych tutejszej SSE. Zaowocowało to inwestycjami rzędu 2 mld zł oraz stworzeniem 11 tys. miejsc pracy.

Czy to dużo, jak na pierwszą polską SSE, która przecież na początku działała bez jakiejkolwiek konkurencji ze strony innych tego typu stref? Paweł Szałamacha, ekspert z Instytutu Sobieskiego, ocenia dokonania Euro-Parku Mielec jako przeciętnie udane: Dokonałem przeglądu Specjalnych Stref Ekonomicznych, ich sukcesów oraz zasadności powstania. Takie SSE jak pomorska czy właśnie mielecka, moim zdaniem, nie odznaczyły się szczególnie - twierdzi P. Szałamacha. - Zlokalizowano w nich pewne inwestycje, ale nie można przypisać istnieniu SSE mocy sprawczej w tej dziedzinie. Inwestowano tam raczej ze względu na atrakcyjność regionu jako takiego - dodaje ekspert Instytutu Sobieskiego.

Według niego, o największym wykorzystaniu szans, jakie dawało powołanie do życia specjalnej strefy, można mówić w przypadku kilku z kilkunastu istniejących SSE. - Obszary, które odniosły sukces i przyciągnęły znaczące inwestycje, to strefy: łódzka, wałbrzyska, kostrzyńsko-słubicka oraz legnicka - mówi P. Szałamacha.

Reklama
Reklama

Po pierwsze lokalizacja

Co zadecydowało o tym, że właśnie te SSE mogą się dziś pochwalić największymi osiągnięciami?

- Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna dysponuje kilkunastoma podstrefami, rozmieszczonymi praktycznie na obszarze całego województwa - mówi Tomasz Jochim z ŁSSE. - To daje duży wybór terenów inwestycyjnych, różniących się istotnie pod względem kosztów pozyskania gruntów - dodaje. Droższe tereny, atrakcyjne głównie dla większych inwestorów w samej Łodzi, tańsze w mniejszych miejscowościach, np. Łęczycy.Położenie geograficzne jest bez wątpienia kolosalnym atutem stref z województwa dolnośląskiego. W tym regionie zlokalizowano aż trzy SSE, najwięcej w całej Polsce. Są wśród nich dwie uważane za najlepsze: wałbrzyska oraz legnicka.

To, że faktycznie w przypadku tych dwóch stref można mówić o sukcesie, podkreśla stopień wykorzystania ich terenów. Np. w Legnickiej SSE na inwestorów czeka już stosunkowo mało gruntów. W podstrefie Krzywa do zagospodarowania zostało ok. 40% z łącznej powierzchni prawie 157 ha, w podstrefie Polkowice - 15 ha z ponad 91 ha, a w samej Legnicy tylko 0,12 ha z całego obszaru liczącego 52,6 ha.

Przedstawiciele LSSE podkreślają również, że strefa zlokalizowana jest w pobliżu autostrady A-4 łączącej Unię Europejską z państwami byłego Związku Radzieckiego oraz drogi krajowej łączącej polskie wybrzeże z południem Europy. Nie bez znaczenia jest również to, że w okolicy SSE znajdują się dwa lotniska: międzynarodowe we Wrocławiu oraz krajowe w Legnicy.

- Na Dolnym Śląsku lokują się często firmy niemieckie, które nastawiają się na sprzedaż wyprodukowanych tu towarów na swoim dotychczasowym terenie działania, czyli w Niemczech. Dla nich położenie strefy blisko zachodniej granicy Polski ma kolosalne znaczenie - przekonuje o zaletach "konkurencji" Tomasz Jochim z Łódzkiej SSE.

Reklama
Reklama

Z kolei Łódź, jak się okazuje, wybierają firmy, które są już obecne lub mają plany zaistnienia na rynkach krajów byłego ZSRR: Rosji, Białorusi, Ukrainy, a także państw nadbałtyckich.

Efekt lokomotywy

O sukcesie Łódzkiej SSE zadecydowało również to, że na początku jej działania pojawili się tu inwestorzy z branży AGD. Najważniejszymi klientami tej SSE są dziś: Merloni Indesit, Bosch-Siemens, ostatnio zaś Gillette. - Powstał jakby specyficzny klaster AGD, a funkcjonowanie takich producentów powoduje, iż lgną do nas kolejne firmy z tego segmentu rynku - mówi Tomasz Joachim. Łódzka strefa ściągnęła już do siebie aż sześciu kooperantów i poddostawców dla zakładów Bosch-Siemens.

Zresztą - jak podkreślają przedstawiciele także innych SSE - o tym, do jakiej strefy skierowany zostanie zainteresowany Polską inwestor zagraniczny, często decyduje PAIiIZ. Agencja najczęściej kieruje się w tych decyzjach właśnie tym, jakie firmy już działają na danym obszarze.

Tzw. efekt lokomotywy to istotny czynnik rozwoju np. katowickiej, czy wspomnianej już wałbrzyskiej SSE. Śląsk stał się domeną firm motoryzacyjnych, częściowo także z "nadania" władz centralnych. To tutaj swoje fabryki mają: Fiat, Opel, Isuzu Motors, a także kilkanaście firm wytwarzających części do samochodów np.: TMP Fondalmec, FA Powertrain, Galwanotechnika, Avio, Cornaglia, Eaton Automotive, SILS Centre Gliwice czy Tecno Morando.

Reklama
Reklama

Na przykładzie firm motoryzacyjnych można zaobserwować jeszcze jedno zjawisko: do stref, w których są inwestorzy z danego państwa, często ściągają również inne firmy z tego samego kraju.

- Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku inwestorów z państw azjatyckich, a najwyraźniej chyba z Japonii. Japończyk lgnie do Japończyka - mówi Justyna Romańczyk z Katowickiej SSE.

Potwierdzeniem wydają się nie tylko inwestycje na Górnym Śląsku, ale także np. w Wałbrzychu. - Mieliśmy to szczęście, że pierwszą inwestycją w naszej strefie była fabryka Toyoty - przyznaje Marlena Falkenberg z Wałbrzyskiej SSE. - Firmy, szczególnie japońskie, które chcąc inwestować w strefach, biorą to bardzo poważnie pod uwagę i często decydują się na wejście właśnie do naszej SSE - dodaje.

Oprócz zakładów Toyota Motor Manufacturing i Toyota Motor Industries w Wałbrzyskiej SSE ulokowały się tacy japońscy producenci, jak: Takata-Petri, NSK Steering Systems (obydwa z branży motoryzacyjnej), czy AKS Precision Ball (przemysł maszynowy).

Czynnik polityczny

Reklama
Reklama

W opinii Justyny Romańczyk z Katowickiej SSE, nie bez znaczenia dla sukcesu lub porażki poszczególnych stref był i jest nadal lobbing polityczny. - My mamy już chyba najlepszy pod tym względem okres za sobą - mówi, wspominając okres, kiedy premierem był Jerzy Buzek. Jej zdaniem, ostatnie lata to czas Łodzi. Stąd po części wynika także powodzenie tamtejszej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Przedstawiciele Łódzkiej SSE nie odżegnują się od tej tezy. - Premier Marek Belka z przedstawicielami wielu potencjalnych inwestorów spotykał się częstokroć osobiście. Renoma jego nazwiska jako znanego i cenionego polskiego ekonomisty bez wątpienia zaowocowała większym zaufaniem do Łodzi czy całego województwa jako regionu, z którego się wywodzi - mówi Tomasz Jochim z ŁSSE. W jego opinii, czynnik polityczny miał zdecydowanie mniejsze znaczenie za czasów premierostwa Leszka Millera, który przecież także pochodzi z tego regionu. - Dla inwestycji Gillette miało oczywiście znaczenie to, że Leszek Miller bardzo chciał, żeby ta fabryka nie uciekła do innej strefy - twierdzi przedstawiciel Łódzkiej SSE. Według niego, poprzedni premier nie cieszył się jednak nigdy taką atencją wśród zagranicznych inwestorów, jak obecny szef rządu, i dlatego w znacznie mniejszym stopniu przyczyniało się to wówczas do wyboru ŁSSE na miejsce ich inwestycji.

Zdaniem Tomasza Jochima, większe znaczenie dla potencjalnych klientów Łódzkiej SSE mają bardzo dobre kontakty zarządu SSE z lokalnym samorządem oraz władzami poszczególnych powiatów. To dzięki inicjatywie strefy przyspieszane są administracyjne procedury związane z lokalizacją nowych inwestycji. Nie bez znaczenia dla inwestorów jest także to, że na terenie tej strefy mogą liczyć na kompleksową obsługę. Firma zarządzająca tą SSE podpisuje nawet umowy z agencjami pośrednictwa pracy i na zlecenie poszczególnych inwestorów wyszukuje pracowników do powstających tu zakładów i fabryk.

Śląsk zawsze się liczy

Zarówno przedstawiciele łódzkiej, jaki i dolnośląskich SSE, jako swą główną konkurencję (poza sobą nawzajem) wskazują największą w kraju Katowicką Specjalną Strefę Ekonomiczną.

Reklama
Reklama

- Nasza strefa to najczęściej wybierana przez inwestorów SSE w Polsce - mówi Justyna Romańczyk z Katowickiej SSE. Częściowo wynika to z faktu, że jest największym tego typu inwestycyjnym obszarem w kraju. Druga co do wielkości SSE w Tarnobrzegu jest o prawie 1/3 mniejsza niż strefa katowicka. - Tak duży obszar to większe możliwości wyboru dla inwestora, ale z drugiej strony dla nas także problemy z doprowadzeniem infrastruktury - tłumaczy J. Romańczyk.

Paweł Szałamacha, ekspert z Instytutu Sobieskiego, nie wskazuje Katowic jako jednego ze swoich faworytów wśród SSE. Jednak bez wątpienia ta akurat strefa ma się czym pochwalić, szczególnie w ostatnim okresie.

Zdaniem Piotra Wojaczka, prezesa Katowickiej SSE, miniony rok był dla niej okresem powrotu do klimatu z końca lat 90., kiedy co roku przybywało tam kilkunastu nowych inwestorów. Już w ostatnim kwartale 2003 roku przedstawiciele strefy zauważyli znaczący wzrost liczby zapytań ofertowych od potencjalnych nowych inwestorów. Uaktywnienie się nowych klientów KSSE zaowocowało tym, że w 2004 roku zadeklarowali oni gotowość zagospodarowania kolejnych 90 ha strefy. Jednocześnie ok. 15% dotychczasowych klientów strefy zgłosiło chęć powiększenia istniejących już inwestycji.

Łączna wartość przedsięwzięć zrealizowanych na terenie katowickiej strefy wzrosła w ciągu minionego roku o ok. 0,5 mld zł. Pod koniec 2003 r ich wielkość szacowano na 6,2 mld zł, pod koniec ub.r. już na ponad 6,7 mld zł. Jednocześnie o ponad 15% zwiększyło się zatrudnienie w KSSE. Pod koniec ub.r. w zakładach zlokalizowanych w strefie pracowało łącznie ok. 18 tys. osób, czyli o 2,5 tys. więcej niż rok wcześniej.

Prezes Piotr Wojaczek uważa, że jeśli w pierwszej połowie br. uda się rozstrzygnąć od siedmiu do 10 przygotowywanych teraz przetargów, to w całym 2005 roku skala inwestycji może być jeszcze większa niż była w minionym.

Niepowodzenie Częstochowy

Znacznie słabiej w ocenie wykorzystania istniejących szans rozwoju wypadły, zdaniem Pawła Szałamachy, SSE: warmińsko-mazurska, kamiennogórska, słupska i suwalska. Trzeba jednak powiedzieć, że i te obszary przyciągnęły do siebie pewne inwestycje. Zazwyczaj - jak w przypadku ostatniej ze wspomnianych stref - są to małe lub najwyżej średnie projekty, czasami inwestorami są firmy zatrudniające kilka osób. Większość to polskie przedsiębiorstwa. Najczęściej inwestuje się tu w przemysł spożywczy, odzieżowy, lekki, rzadziej w sektor budowlany czy maszynowy. Bardzo rzadko spotkać tu można innowacyjną produkcję. Efektem blisko 9-letniego funkcjonowania Suwalskiej SSE jest pozyskanie 52 inwestorów, którzy utworzyli łącznie ok. 3 tys. miejsc pracy.

Polskie firmy, najczęściej te mniejsze, dominują również wśród inwestorów, którzy weszli do Słupskiej SSE. Kamiennogórska (SSE Małej Przedsiębiorczości) to trzecia z działających w województwie dolnośląskim specjalnych obszarów. Niewątpliwie na jej konkurencyjność silny wpływ wywiera sąsiedztwo z zaliczanymi do najlepszych w kraju SSE z Legnicy czy Wałbrzycha.

Wszystkie wspomniane strefy z mniejszymi lub z większymi sukcesami działają i będą zapewne działać przez najbliższą dekadę. Inaczej jest w przypadku Częstochowskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Ustanowiono ją w 1997 roku. Liczyła 144,04 ha. Jej powołanie wynikało po części z planów restrukturyzacji Huty Częstochowa oraz spodziewanej redukcji jej załogi. Dzięki inicjatywie miało powstać ok. 5 tys. nowych miejsc pracy w samej SSE oraz ok. 2,5 tys. w jej bezpośrednim sąsiedztwie. Z tych planów jednak nic nie wyszło: - Częstochowska strefa nie ściągnęła ani jednego inwestora i została rozwiązana - wspomina dziś Barbara Rawicz, dyrektor Departamentu Współpracy Regionalnej w Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Strefy potrzebne czy nie?

Zdaniem Pawła Szałamachy, wpływ Specjalnych Stref Ekonomicznych na polski krajobraz gospodarczy jest przeceniany. Według niego najwięcej, bo ok. 30% zagranicznych inwestycji, zlokalizowanych jest w województwie mazowieckim, w którym nie ma żadnej SSE (poza podstrefami Tarnobrzeskiego Euro-Parku Wisłosan). Szałamacha wylicza, że w dziedzinie przyciągania zagranicznego kapitału przoduje również Wielkopolska - także bez SSE. - Biznes idzie tam gdzie są obiektywnie korzystne warunki, a nie tam, gdzie administracja chciałaby go umieścić - konstatuje ekspert Instytutu Sobieskiego.

Przypomina, że strefy były tworzone w regionach o większym niż przeciętne bezrobociu, aby ułatwić lokowanie inwestycji w tych regionach. Powstawały także pod naciskiem lokalnych środowisk politycznych i związkowych. Tym samym zniekształcają warunki gospodarowania i konkurencji między przedsiębiorcami.

Paradoksem jest dla niego przenoszenie produkcji do SSE z innych miejsc w kraju. - Wartość dodana stref w tym przypadku jest żadna - przekonuje.

- W szeregu przypadków inwestorzy, którzy planowali inwestycje w regionie, gdzie powstawała SSE, decydowali się na przeniesienie jej na teren strefy. Było to korzystne dla inwestora, który oszczędzał na podatkach oraz dla operatora strefy, który w ten sposób uzasadniał sens swojego istnienia - wtóruje Szałamasze Marcin Nowicki z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Jego zdaniem, taki instrument jak SSE rozleniwia władze regionalne. - Kiedyś założenie strefy było najprostszym narzędziem przyciągania inwestorów. Władze regionalne wyznaczały teren dla strefy i to, w ich opinii, zwalniało je od tworzenia stałych warunków sprzyjających rozwojowi poza SSE. Rozleniwiało pod względem tworzenia systemowych rozwiązań - twierdzi M. Nowicki. Dodaje, że jeśli inwestorzy, którzy działają w SSE, nie stworzą szybko silnych powiązań z regionem i z lokalnymi kooperantami, to z czasem mogą się zdecydować na wycofanie się z regionu. - Pamiętajmy, że do Unii Europejskiej wchodzą Rumunia i Bułgaria. Sytuacja zmienia się również na Ukrainie, gdzie koszty pracy są znacznie niższe niż teraz w Polsce - mówi ekspert IBnGR.

Zdaniem P. Szałamachy, atrakcyjność SSE zmaleje jeszcze bardziej, jeżeli zostanie przyjęta ustawa o wspomaganiu inwestycji o istotnym znaczeniu dla gospodarki. Ustawa ta pozwala inwestorom na uzyskanie indywidualnego pakietu pomocy ze środków publicznych na inwestycje zlokalizowane poza strefami. Oznacza to, że inwestor będzie mógł wynegocjować "ministrefę" dla samego siebie w każdym miejscu w kraju. Będzie więc mógł połączyć obiektywne dobre warunki do działalności gospodarczej (infrastrukturę, wykształconych pracowników, bliskie rynki zbytu) ze wsparciem finansowym.

Ekspert Instytutu Sobieskiego jest zdania, że dobre warunki dla przedsiębiorczości należy tworzyć w całym kraju. Polska powinna być jedną dużą specjalną strefą.

Co to jest SSE?

Specjalna Strefa Ekonomiczna to wyodrębniona administracyjnie część kraju, przeznaczona do prowadzenia działalności gospodarczej na korzystniejszych warunkach, niż w innych miejscach. Każda z SSE została powołana na 20 lat. Firmy inwestujące w strefie mają prawo do ulg podatkowych, a przedsiębiorca może rozpocząć działalność gospodarczą na specjalnie przygotowanym, uzbrojonym terenie.

Celów stworzenia Specjalnych Stref Ekonomicznych było kilka. Należały do nich:

l przyspieszenie rozwoju gospodarczego polskich regionów;

l rozwój i wykorzystanie nowych rozwiązań technicznych i technologicznych;

l zwiększenie konkurencyjności produktów i usług;

l zagospodarowanie majątku poprzemysłowego i infrastruktury;

l tworzenie nowych miejsc pracy.

Centra usługowe w SSE

Na początku lutego rząd przyjął pakiet rozporządzeń, umożliwiających lokowanie centrów usługowych w dwunastu Specjalnych Strefach Ekonomicznych. Był to postulat części polskich SSE, które liczą na możliwość przyciągnięcia dzięki temu nowych inwestorów. Zgodnie z nowymi przepisami w strefach powstawać będą mogły centra: finansowo-księgowe, badawcze, usług teleinformatycznych - call center i inne, świadczące usługi na zasadzie outsourcingu. Projekty związane z działalnością sektora nowoczesnych usług tzw. Bussines Process Offshoring mogą też liczyć na objęcie pomocą publiczną.

- Obserwuję znaczący wzrost zainteresowania lokowaniem kapitału w sektorze BPO - stwierdził Marcin Kaszuba, wiceprezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, która przygotowała projekt nowelizacji. - Z naszych szacunków wynika, że dzięki tego typu inwestycjom w ciągu pięciu najbliższych lat może powstać nawet 200 tys. nowych miejsc pracy - ocenił M. Kaszuba.

Według niego, Polska i inne kraje naszego regionu mają szansę stać się liderami w dziedzinie usług typu BPO. Zaletami krajów naszej części Europy są tu głównie: niskie koszty pracy, dostępność wykwalifikowanej siły roboczej oraz najwyższy w regionie wzrost gospodarczy.

Centra finansowo-księgowe zlokalizowały już w Polsce takie koncerny, jak: Philips, Accenture, General Electric, Cap Gemini, IBM, Lufthansa, Thomson, Citigroup czy IBM i HP. Decyzje o uruchomieniu podobnych centrów podjęły także: Intel, Lucent Technologies, Oracle, ABB, Motorola, Delphi i Siemens.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama