Reklama

Nowa oferta publiczna

Kto przy zdrowych zmysłach nie chciałby dokończenia prywatyzacji, wiedząc jak zarządzane, a zwłaszcza nadzorowane są państwowe firmy?

Publikacja: 19.02.2005 09:54

Prospekty emisyjne już się pewnie drukują. Mieniące się feerią barw: czerwienią, zielenią, różnymi odcieniami błękitu. Przyozdobione zdjęciami, naturalnie. Raczej bez nużących tabel i mrowia cyferek. Bez budżetu na końcu i prognoz finansowych - chyba że się inwestorzy, zwłaszcza kwalifikowani, upomną. Jakże inne od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni.

Na razie trwa akcja informacyjna. Zgodnie z prawem i regułami sztuki. Telewizja, radio, prasa. Konferencje, spotkania, wyjazdy w teren. Road show jak się patrzy. Oferta publiczna może się zacząć w każdej chwili. W nieskończoność nie można jej przecież odkładać. Takie przepisy. Termin? Nie jest jeszcze znany. Może wiosna, może początek lata, a może dopiero jesień. Wiele zależy od sytuacji na rynku, od koniunktury. Wszyscy uważnie obserwują wykresy i słupki. Śledzą trendy. Rosnące - z nadzieją, malejące - z widoczną obawą.

Konkurencja będzie duża, na pewno. Oferty szykuje co najmniej kilkunastu emitentów. Podaż wielka, a zainteresowanie tymczasem małe - inaczej niż na giełdzie. Redukcji zapisów nikt się więc nie spodziewa. Ale emisja dojdzie do skutku nawet przy niewielkiej frekwencji. Bo tak ten system działa. Na sprzedaż jest w końcu tylko 460 miejsc.

Warto czytać prospekty. Kto z nas tego nie wie? Te nowe, lśniące, pachnące jeszcze drukarską farbą, także. Na razie ich autorzy ostrzą nam apetyty. Przebąkują niby mimochodem: to chcemy zrobić, i tamto również. A nawet jeszcze więcej. Czynniki ryzyka? W zasadzie tylko jeden: konkurencja - odpowiadają. Ona może napsuć sporo. Rzucić kłody pod nogi, nie dopuścić do głosu, albo przejąć rynek. Ryzyko po stronie emitenta? Raczej żadne. Chyba że wpływy z emisji będą za małe. Wtedy inwestorzy sami sobie będą winni. Wybrali gorszych.

Najważniejsza sprawa: opis strategii i cele oferty. Te, na które mamy wyłożyć własne pieniądze. Najpierw z grubej rury: opanowanie rynku. Metodą organiczną, a jak poparcie będzie za małe - dzięki fuzjom i przejęciom. A później nowy ład, a może też "New Deal".

Reklama
Reklama

A konkretnie? No, konkretnie to jest już bardzo różnie. Najmłodszy emitent, jeszcze w organizacji, chce podobno, aby przymusowy abonament dotyczył nie tylko publicznych mediów, ale i Radia Maryja, i TV Trwam. Inny chce zatrzymać prywatyzację. A nawet cofnąć.

Ale są i projekty poważne. Aż dech zapiera. Weźmy pod uwagę najpoważniejszego emitenta. Tego, który chce zgarnąć z rynku najwięcej. Cele emisji robią wrażenie. Pierwszy z brzegu: likwidacja kilku ministerstw, np. gospodarki i pracy, infrastruktury oraz kilkudziesięciu instytucji centralnych. To nic, że pojawią się nowe, a wszystkie - i stare i nowe - wymienią się kompetencjami. Struktura będzie prostsza, lepsza, tańsza. Liczba urzędników spadnie o 30 tys.

Albo inny: szybkie dokończenie prywatyzacji i pozostawienie w rękach Skarbu Państwa kilku, kilkunastu firm. Wtedy można by, oczywiście, MSP zlikwidować. Na co, nawiasem mówiąc, zasłużyło sobie w pełni. Ba, pracowało na to całe lata. Ma też świeże zasługi, np. projekt reprywatyzacji. Najpierw państwo ukradło, a teraz chce oddać z tego 15%. I to nawet wtedy, kiedy łup ma jeszcze w swoich łapach. Czyli zatrzyma sobie 85%. Bezkarnie. To ci dopiero prawo - jak amnestia (połączona z amnezją). Pewnie każdy złodziej by tak chciał.

Ale wróćmy do celów emisji. Wprawdzie w jednym miejscu jest mowa o tym, że ministerstwo skarbu zniknie, a w drugim, że przeciwnie - będzie miało większe kompetencje (skoro zlikwidowane ma być ministerstwo gospodarki...). Ale bądźmy dobrej myśli: burza mózgów jeszcze trwa. W ostatecznej wersji prospektu rozbieżności na pewno nie będzie.

Martwi co innego. Kto by nie chciał, żeby liczba urzędników spadła np. o połowę (a druga połowa wzięła się do roboty)? Kto przy zdrowych zmysłach nie chciałby dokończenia prywatyzacji, wiedząc, jak zarządzane, a zwłaszcza nadzorowane są państwowe firmy? Kto by nie chciał likwidacji partyjno-politycznych folwarków z szyldem różnych agencji, komiMam w szafie kupkę prawdziwych prospektów. Całkiem sporą. Nazwy spółek nowym inwestorom nic już nie powiedzą. Bo firm dawno nie ma na giełdzie. A miały takie ciekawe plany... Chciały tak dobrze. Szkoda tylko, że im przeszło, kiedy dostały to, co chciały. Więc trzeba wszystkie prospekty uważnie czytać - żeby wiedzieć nie tylko "co", ale też "jak", "kiedy", "za ile" i "za co". Żeby nie było jak zawsze - za nasze.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama