O możliwej deprecjacji kursu złotego w okolicach wyborów mówią zarówno analitycy, jak i politycy gospodarczy - wśród nich część członków Rady Polityki Pieniężnej. Według nich, perspektywa spadku notowań złotego jest argumentem przeciwko obniżaniu oficjalnych stóp procentowych.

- Tymczasem wpływu wyborów na rynkach finansowych może nikt nie zauważyć - uważa Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK. Zastrzega, że do analizowania zachowania się kursu w Polsce w okresie wyborczym należy podchodzić z dystansem. Pierwsze wybory, którym towarzyszyło istnienie płynnych rynków finansowych, odbyły się w 1997 r. Jednak wtedy - po kryzysie walutowym w Czechach i przed kryzysem w Azji - złoty był na stabilnym poziomie. Cztery lata później polska waluta co prawda straciła na wartości, ale, zdaniem analityków, ING BSK należy to jednak wiązać nie tyle z wyborami, ile z problemami budżetowymi.

Na Węgrzech zarówno w 1998 r., jak i cztery lata później wybory miały marginalne znaczenie dla kształtowania się kursu walutowego. W Czechach zmienność kursu w okresie wyborczym była większa niż zwykle, ale korona traciła na wartości po zaledwie kilka procent. Na Słowacji w 2002 r. korona umacniała się zarówno przed, jak i po wyborach. Cztery lata wcześniej doszło do dużej deprecjacji, którą ekonomiści ING BSK wiążą jednak nie z wydarzeniami politycznymi, a z uwolnieniem kursu.

Zdaniem Wojciecha Kuryłka, ekonomisty Kredyt Banku, sytuacja na rynku walutowym będzie zależeć od sondaży przedwyborczych. - Jeśli z sondaży będzie wynikało, że PO i PiS zabraknie głosów do stworzenia stabilnego rządu, to premia za ryzyko z pewnością wzrośnie - uważa Kuryłek. Jednak według niego, nawet wówczas kurs mógłby spaść do najwyżej 4,2 PLN/EUR. Według M. Szczurka, w końcu br. euro będzie kosztować 4 zł albo nawet mniej.