Długoterminowe świadczenia prezesów uzależnione najczęściej od bieżących osiągnięć spółki to w ubiegłym roku aż 63% wszystkich wynagrodzeń. Zgodnie z wynikami ankiety, przeprowadzonej wśród 50 szefów wielkich spółek (co najmniej 25 mld USD obrotów w ub.r.) średnia pensja głównego dyrektora wynosiła w 2004 r. 1,2 mln USD i praktycznie nie zmieniła się w stosunku do 2003 r. Przeciętne wynagrodzenie prezesa ze wszystkimi dodatkami przekroczyło jednak 10 mln USD. Długoterminowe świadczenia prawie się bowiem podwoiły, dochodząc do 2,7 mln USD.
Coraz więcej firm rezygnuje z obdarowywania szefów spółek opcjami zakupu akcji. Wiąże się to z nowym standardem prowadzenia ksiąg finansowych, który nakazuje rozliczać wynagrodzenia w opcjach jako zwykłe wydatki. Dlatego też opcje stanowiły w ub.r. zaledwie 59% wszystkich długoterminowych świadczeń, podczas gdy rok wcześniej wyniosły one aż 82%. W zamian za to dyrektorzy otrzymują więcej samych papierów, a także pieniędzy w tzw. zakładowych funduszach emerytalnych i innych przywilejów niezwiązanych z pensją i premiami. Według analityków z Wall Street, takie zaostrzenie wymagań wobec prezesów i dostosowanie wynagrodzeń do wyników finansowych spółki może stanowić pozytywny przykład dla innych mniejszych firm, które także uzależnią zarobki dla swoich szefów od rezultatów ich pracy.
Zmiana polityki wynagradzania została wymuszona między innymi przez wielkich inwestorów instytucjonalnych. Uczą się także sami prezesi. W latach 2001-2002 po spadku kursów spółek technologicznych wiele opcji okazało się bezużytecznym świstkiem papieru. Do powtórki z takiej sytuacji nikt się więc zbytnio nie kwapi.