Niewiele działo się wczoraj na amerykańskich giełdach. Inwestorzy nie mogli się zdecydować, czy kupować, czy też sprzedawać akcje. Od zakupów z pewnością odstraszały ich utrzymujące się wysokie ceny ropy. Natomiast nastrojów nie poprawiły im, tak jak było to dzień wcześniej dzięki wskaźnikowi CPI, nowe dane makroekonomiczne. Zamówienia na dobra trwałe spadły w styczniu o 0,9%, podczas gdy analitycy spodziewali się zwyżki o 0,1%. Wzrosła natomiast, więcej niż oczekiwano, liczba nowych bezrobotnych w poprzednim tygodniu. Wśród spółek na pierwszy plan wysunęli się wczoraj reprezentanci branży internetowej. Niestety, ich akcje mocno staniały, ponieważ analitycy biura maklerskiego RBC Capital obniżyli takim spółkom, jak Yahoo! i Google rekomendację i ceny docelowe. Na dodatek mniej znana firma z sektora - FindWhat.com przedstawiła wyniki, które okazały się gorsze pod względem sprzedaży oraz opublikowała słabą prognozę na bieżący rok. Jej akcje staniały w pierwszej połowie sesji o 23%. Branżowy indeks Goldman Sachs Internet stracił aż 2%. W takich warunkach nie można było liczyć na wzrost na giełdach. Dow Jones do godz. 22.00 naszego czasu wzrósł o 0,68%, a Nasdaq Composite o 0,98%.
W Europie, gdzie zmiany indeksów również nie były duże, na pierwszy plan wysunął się natomiast sektor ubezpieczeniowy. Duża w tym zasługa koncernu Axa, drugiej co do wielkości firmy asekuracyjnej na Starym Kontynencie. Francuzi poinformowali o ponaddwukrotnym wzroście zysku w 2004 r., do 2,52 mld euro. To wynik lepszy od oczekiwanego, który pobudził ponad 2-proc. wzrost kursu. W ślad za papierami Axa podążyły również papiery innych europejskich koncernów ubezpieczeniowych, takich jak niemiecki Allianz czy holenderski Aegon. Tym bardziej, że analitycy amerykańskiego banku inwestycyjnego Goldman Sachs zalecili inwestorom zwiększanie w portfelach walorów spółek ubezpieczeniowych. Londyński wskaźnik FT-SE 100 spadł w czwartek o 0,33%, frankfurcki DAX stracił 0,15%, a paryski CAC-40 zyskał zaledwie 0,01%.