- Jeśli dojdzie do tej fuzji, powstanie jedna duża giełda, zamiast dwóch mniejszych, a to spowoduje, że zmniejszy się konkurencja na europejskim rynku - powiedział Manfred Ayasse, rzecznik Porsche. Wskazał przede wszystkim na fakt, że zmniejszyłaby się presja na obniżanie opłat dla emitentów. Motoryzacyjny potentat ze Stuttgartu to pierwsza spółka, która publicznie wypowiedziała się przeciwko fuzji London Stock Exchange i Deutsche Boerse. Dołączyła do innych instytucji, takich jak m.in. potężna amerykańska grupa funduszy inwestycyjnych - Fidelity, czy fundusze hedgingowe TCI Fund Management i Atticus Capital.
Manfred Ayasse podkreśla, że Porsche ma prawo do krytykowania ewentualnej fuzji giełd, ponieważ firma otrzymała poparcie instytucji antymonopolowych. Firma, która jest najbardziej rentowną spółką motoryzacyjną na świecie, nie pierwszy raz spiera się z Deutsche Boerse. W przeszłości Porsche nie chciało zgodzić się na wymogi zarządu giełdy, aby spółka notowana w głównym segmencie rynku (tzw. prime standard) publikowała kwartalne wyniki i to zgodne z międzynarodowymi standardami rachunkowości. To był powód, dla którego spółka nie mogła dostać się do głównego indeksu frankfurckiej giełdy - DAX.
Przypomnijmy, że Deutsche Boerse ubiega się o przejęcie London Stock Exchange już od grudnia. Niemcy złożyli już dwukrotnie zarządowi giełdy z Londynu propozycję kupna LSE za 1,3 mld funtów (2,5 mld USD). Obie te propozycje kierownictwo LSE odrzuciło i teraz szef Deutsche Boerse - Werner Seifert, który jest zdeterminowany, by zrealizować tę transakcję, zapowiada, że zwróci się z ofertą bezpośrednio do udziałowców londyńskiej giełdy. Czy do tego dojdzie, być może dowiemy się dopiero w drugiej połowie maja, kiedy odbędzie się walne zgromadzenie akcjonariuszy Deutsche Boerse z udziałem instytucji, które sprzeciwiają się tej transakcji.
Niemcy mają też rywala. Chęć przejęcia LSE sygnalizuje także sojusz Euronext, grupujący giełdy z Paryża, Brukseli, Amsterdamu i Lizbony oraz londyński rynek derywatów Liffe.