Wyraźny wzrost ceny aluminium trwał do połowy ubiegłego tygodnia, gdy osiągnęła ona w Londynie 1974 USD za tonę, tj. najwyższy poziom od 10 lat. Główny czynnikiem wpływającym na cenę pozostawała perspektywa znacznego deficytu tego surowca. Według prognozy Merrill Lynch, ma on wynieść w bieżącym roku 234 tys. ton przy wzroście światowego popytu o 6,2%, do 3,8 mln ton. Uczestników rynku niepokoiło zwłaszcza spodziewane zwiększenie o 14% zapotrzebowania w Chinach w porównaniu ze wzrostem o 5,8% popytu w USA. Dodatkową zachętą do inwestowania w aluminium było osłabienie dolara wobec euro.

Czwartek przyniósł odwrócenie tendencji zwyżkowej. Inwestorzy uznali bowiem, że oczekiwany niedobór aluminium nie uzasadnia tak silnego wzrostu notowań. Wprawdzie jego zapasy, nadzorowane przez Londyńską Giełdę Metali, spadły do najniższego poziomu od prawie trzech lat i wynoszą nieco ponad 600 tys. ton, ale i tak znacznie przewyższają spodziewany deficyt, nawet gdyby osiągnął on 500 tys. ton, jak przewiduje największy producent tego metalu - Alcoa. Do spadku cen aluminium przyczyniło się też przejściowe wzmocnienie waluty amerykańskiej.

Na początku bieżącego tygodnia notowania, które spadły poniżej 1900 USD, zaczęły znów rosnąć. Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę aluminium w kontraktach trzymiesięcznych płacono wczoraj po południu 1916 USD w porównaniu z 1911 USD w końcu sesji poniedziałkowej i 1964 USD w poprzedni wtorek.