Prezes Merrill Lynch okazał się najlepiej wynagradzanym prezesem na Wall Street już drugi raz z rzędu. Na łączną kwotę zarobków Stanleya O?Neala w ub.r. złożyło się "tylko" 700 tys. USD pensji podstawowej, natomiast pozostałe 31,3 mln USD otrzymał w akcjach spółki. Łącznie zarobił o 14% więcej niż rok wcześniej. Na drugim miejscu znalazł się szef Goldman Sachs Henry Paulson, którego portfel został zasilony kwotą 29,8 mln USD (639 tys. USD pensji plus reszta w akcjach spółki), o 39% większą niż rok wcześniej. Największy wzrost uposażenia, aż o 45%, odnotował natomiast stojący na czele Morgana Stanleya - Philip Purcell, który zarobił w sumie 22,5 mln USD.

Łącznie prezesi pięciu największych nowojorskich banków inwestycyjnych - Merrill Lynch, Goldman Sachs, Morgan Stanley, Bear Stearns i Lehman Brothers - zarobili w 2004 r. 135,3 mln USD, czyli najwięcej od 2000 r., kiedy na światowych giełdach kończyła się internetowa hossa. Wówczas "Wielka Piątka" otrzymała wynagrodzenie w wysokości 153,5 mln USD, a liderem był Philip Purcell, który zarobił 37,1 mln USD. Drugie miejsce zajmował poprzednik Stanleya O?Neala w fotelu prezesa Merrill Lynch - David Komansky (32,6 mln USD). Później w latach 2001 i 2002, czyli w okresie giełdowej bessy, uposażenie szefów największych firm z Wall Street spadło odpowiednio o 48% i 6%.

Uwagę zwraca fakt, że coraz większe znaczenie przy zarobkach prezesów mają dodatkowe wynagrodzenia, takie jak otrzymywanie uprzywilejowanych akcji czy różnego rodzaju premie. Natomiast firmy zrezygnowały z przyznawania opcji na akcje, ponieważ weszły w życie nowe przepisy, które zobowiązują spółki do księgowania takich instrumentów finansowych po stronie kosztów. Wynagrodzenie w akcjach firmy stanowiło w ub.r. aż 67% uposażenia pięciu prezesów największych banków inwestycyjnych z Wall Street, podczas gdy rok wcześniej udział ten wynosił 48%.

Nie byłoby wyższego wynagrodzenia bez lepszych wyników branży. Dobra koniunktura na giełdach w ub.r. spowodowała, że potentaci z Wall Street powiększyli w ub.r. dochody o 18%. Skorzystali nie tylko prezesi. Średnio firmy przeznaczyły na wynagrodzenia dla pracowników o jedną piątą więcej niż w 2003 r.

Bloomberg