W ostatnich dniach sytuacja techniczna amerykańskich indeksów zdecydowanie zmieniła się na plus. Można wręcz mówić o przełomie. S&P 500 i średnia przemysłowa DJIA wybiły się powyżej szczytów z końca ubiegłego roku. Oznacza to, że znikły rozbieżności między trendami w różnych ramach czasowych. Tendencja zwyżkowa panuje obecnie zarówno w średnim, jak i w krótkim terminie. Tymczasem do niedawna indeksy - choć w perspektywie kilku miesięcy podążały w górę - to od początku roku znajdowały się w trendzie bocznym. Sygnał kupna właśnie się pojawił, więc zwiększyły się szanse na dalszy ruch w górę. Ostrożnie można szacować, że zasięg ruchu w przypadku S&P 500 wyniesie ok. 50 pkt względem grudniowego szczytu. Taka właśnie była odległość między tym maksimum a styczniowym dołkiem (1164 pkt). Oznacza to, że S&P 500 ma szansę urosnąć przynajmniej do ok. 1260 pkt w perspektywie najbliższych tygodni.

Niestety, tych pozytywnych sygnałów zupełnie nie potwierdza amerykański rynek technologiczny. Nasdaq Composite nie zdołał pokonać choćby krótkoterminowego szczytu z połowy lutego. Gdyby to się udało, indeks miałby otwartą drogę powrotną do grudniowego maksimum. Jeśli w najbliższym czasie nie uda się przebić przez lutowy wierzchołek, możliwy stanie się spadek do wsparcia na 2009 pkt. Siła relatywna rynku technologicznego względem S&P 500 niezmiennie maleje.

Niezłe nastroje utrzymują się w Europie. Niemiecki DAX znajduje się w rosnącym klinie obej-mującym już ponad pół roku. Z kolei francuski CAC-40 podąża w krótkoterminowym rosnącym kanale. Tempo zwyżki na Starym Kontynencie jest zbliżone do tego, jakie notują indeksy amerykańskie. Z drugiej strony ostatnie przyspieszenie w USA sprawiło, że zatrzymała się zwyżka siły relatywnej niemieckiego indeksu względem S&P 500. Europa i USA idą więc w górę "łeb w łeb". Po dość silnej przecenie w połowie ubiegłego tygodnia odreagowuje także węgierski BUX. Podsumowując, na światowych rynkach panuje hossa.