Reklama

Wybory przed czerwcem? Oby...

Nowy rząd pokaże strategię działania i inwestorzy będą mogli na niej oprzeć swoje decyzje. Jednak historia uczy, że strategia to jedno, a realizacja to drugie...

Publikacja: 10.03.2005 07:38

No to mamy kolejny cyrk. Teraz to już naprawdę nie wiadomo, kiedy odbędą się wybory parlamentarne.

Najpierw wszystko wskazywało na to, że realnym terminem jest wrzesień lub październik. Bo przecież, jak powszechnie sądzono, głosy SLD i tzw. sejmowego planktonu wystarczą, aby storpedować wniosek o samorozwiązanie Sejmu. Okazało się jednak, że sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Oto bowiem pojawił się nowy twór politycz-ny, Partia Demokratyczna. Jego trzon stanowi Unia Wolności, ale ważnymi ogniwami są byli lub aktualni członkowie SLD. Dotyczy to zarówno władz centralnych, weźmy choćby premiera Hausnera, jak i lokalnych ośrodków. Z nowym ugrupowaniem dość otwarcie sympatyzuje premier i właśnie jego decyzja o zakończeniu misji rządu na początku maja spowodowała swoisty zamęt. Jeśli rząd ma wtedy przestać funkcjonować (oczywiście teoretycznie, bo praktycznie musi pracować do czasu powołania nowego gabinetu), to w praktyce oznacza to, że wybory odbędą się najpóźniej w czerwcu.

Ale to jeszcze nie koniec. SLD, partia, która do niedawna wystrzegała się terminu wiosennego jak święconej wody, zaczęła ustami swojego przewodniczącego mówić o możliwości przeprowadzenia wyborów przed ogłoszeniem przez Marka Belkę dymisji rządu. A więc może maj? No to się rzeczywiście porobiło...

Co z tego wszystkiego wynika dla nas, a więc dla ludzi związanych z gospodarką czy też z rynkami finansowymi? Bardzo wiele. Pierwsza sprawa to ryzyko związane z wyborami. Wiadomo, nikt właściwie nie polemizuje z tezą, że ryzyko polityczne to większa nerwowość na rynkach finansowych. Jeśli wiemy, kiedy będą wybory, wiemy tym samym, kiedy dojdzie to zmian. Oczywiście, trudno mówić o jakichś kataklizmach, tąpnięciach itd. Jesteśmy już przecież w Unii Europejskiej i ten fakt nas bardzo silnie stabilizuje. Ale spadki zapewne zobaczmy. Kilka procent na rynku złotego, pewnie tyle samo na giełdzie, choć ona może być nieco mniej wrażliwa. Trzeba jednak w tym miejscu dodać, że ryzyko polityczne to tylko jeden z czynników odziaływujących na rynki finansowe. Widać to było wyraźnie w ostatnich dniach. Premier Belka ogłosił plany dymisji, złoty osłabił się tylko na chwilę, potem zaczął iść w górę, bo inwestorzy podporządkowali swoje decyzje oczekiwanym zmianom w polityce monetarnej.

Także dla przedsiębiorców termin wyborów ma kolosalne znaczenie. Dość zgodnie mówią, że im szybciej, tym lepiej, bo nie ma nic gorszego, niż życie w niepewności. Nowy rząd pokaże pewnie jakąś strategię działania i swoje decyzje będzie można na niej oprzeć. Co prawda, historia uczy, że strategia rządu to jedno, a realizacja to drugie, ale do czegoś trzeba się jednak odnieść.

Reklama
Reklama

No i chyba najważniejsza kwestia. Im szybciej przeprowadzimy wybory, tym więcej będzie czasu na przygotowanie reform, które można by było wprowadzić już w 2006 roku. Termin jesienny praktycznie wykluczał poważne zmiany w przyszłym roku, pod tym względem byłby on praktycznie stracony. Ale jeśli wybory odbędą się w czerwcu albo jeszcze wcześniej (oby!), to czasu będzie sporo. Wtedy wszystko będzie zależeć od polityków. Tylko czy oni swoją szansę wykorzystają? No, to już zupełnie inna kwestia...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama