Ustawa nie zmieni sytuacji prawnej amerykańskich spółek ogłaszających upadłość, dotyczy bowiem przede wszystkim bankructw osób indywidualnych. Radykalnie jednak poprawi kondycję banków i emitentów kart kredytowych, którzy skuteczniej będą mogli egzekwować długi.
Według nowego prawa, które musi jeszcze przejść przez Izbę Reprezentantów zanim znajdzie się na biurku prezydenta, osoby ogłaszające osobiste bankructwo dużo częściej niż dotychczas będą zmuszane do spłacania swoich długów w ramach planu zatwierdzonego przez sąd upadłościowy, niż - jak to ma miejsce dotychczas - do likwidowania majątku i częściowego spłacania wierzycieli z uzyskanych w ten sposób środków. To ostatnie rozwiązanie tylko pozornie wygląda na radykalniejsze - pozwala bowiem na szybsze uwolnienie się od długów, bez konieczności spłacania większości zobowiązań wobec wierzycieli. Nowy projekt przewiduje także konieczność konsultacji z doradcami finansowymi co najmniej na sześć miesięcy przed ogłoszeniem upadłości.
Ponad 1,5 miliona bankrutów
O wprowadzenie radykalnych zmian walczą od wielu lat banki i emitenci kart kredytowych, twierdząc, że ucieczka przed długami poprzez ogłoszenie bankructwa stała się zbyt łatwa. W roku zakończonym 30 czerwca 2004 na ogłoszenie bankructwa zdecydowało się 1 599 986 osób. Było to niewiele mniej od 1 613 097 wniosków zgłoszonych rok wcześniej do sądów upadłościowych. Bankructwo dla wielu Amerykanów stało się sposobem na życie - argumentują przedstawiciele amerykańskiego sektora finansowego. Nową ustawę popiera też Biały Dom, a prezydent George W. Bush obiecuje jej podpisanie najpóźniej na początku kwietnia.
Sprzeciw konsumentów