Po wczorajszej sesji zbyt wiele dobrego o popycie nie można powiedzieć i to jest pewną przesłanką, co nas może czekać dziś. Mimo sprzyjających warunków w pierwszej części sesji, nie udało się bykom podnieść cen na bezpieczną odległość od poziomu wsparcia. Tym samym, cały czas istnieje poważne ryzyko zejścia cen pod 2000 pkt.
Ryzyko to stało się większe, gdyż na rynku walutowym mieliśmy do czynienia z kolejną falą osłabienia złotego. Bezpośrednią przyczyną słabości naszej waluty były opublikowane wczoraj dane dotyczące amerykańskiej gospodarki. Okazało się, że sprzedaż detaliczna była lepsza od wcześniejszych prognoz, a kapitał do USA ciągle napływa. Tym samym potwierdzają się oczekiwania wysokiego wzrostu gospodarczego w USA w I kw. br. Wzrost PKB wraz z poprawiającą się sytuacją w handlu detalicznym rodzi obawy pojawienia się napięć inflacyjnych. By im zapobiec, bank centralny będzie zmuszony podnieść stopy procentowe. Nie jest to żadna nowość. Taki przebieg wydarzeń jest już od dłuższego czasu antycypowany. Cykl podwyżek stóp w USA już trwa.
Rośnie rentowność inwestycji w papiery skarbowe rządu USA, a tymczasem u nas rentowność papierów skarbowych spada. Spadek inflacji wymusza na RPP obniżkę stóp procentowych. Prawdopodobnie dokona się jej już na najbliższym posiedzeniu. W efekcie zmaleje różnica między oprocentowaniem papierów dłużnych w Polsce a oprocentowaniem w USA. Zmaleje zatem premia za ryzyko, które wiąże się z inwestycjami w takich krajach jak Polska. Dla "zagranicy" stajemy się mniej atrakcyjni i dzieje się to tym szybciej, im lepsze dane pojawiają się w USA. Ostatnie dwa dni na rynku złotego pokazują, co nas czeka, gdy kapitał zagraniczny ostatecznie zdecyduje się zredukować inwestycje w Polsce. Wtedy żadne wsparcia nie pomogą.