Spotkanie ma służyć urzeczywistnieniu założeń opracowanej pięć lat temu Strategii Lizbońskiej - programu, którego realizacja miała pozwolić Unii Europejskiej w ciągu dziesięciu lat uzyskać status najbardziej konkurencyjnej i dynamicznej gospodarki świata. Teraz już jednak wiadomo, że jest to cel nie do zrealizowania. Dlatego przywódcy chcą spuścić z tonu i koncentrując się na przyspieszaniu wzrostu gospodarczego w państwach "25", porzucić hasła o gonieniu innych nacji. W zeszłym roku produkt krajowy Unii Europejskiej zwiększył się zaledwie o 2,3%, podczas gdy USA wzrósł o 4,4%, a Japonii o 4,4%.
- Unia Europejska jest gotowa wystartować na nowo, jest gotowa wykazać swój niebywały potencjał - przekonywał przed rozpoczęciem szczytu Jose Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej. - Jesteśmy zdeterminowani, żeby wreszcie stworzyć nowe miejsca pracy i rozpocząć szybki rozwój gospodarczy - zapewniał. W Brukseli unijni przywódcy mają m.in. przyjąć narodowe plany rozwoju dla poszczególnych państw i porozumieć się w sprawie zwiększania inwestycji na badania i rozwój.
Jeszcze przed rozpoczęciem szczytu najwięcej kontrowersji budził stanowiący integralną część Strategii Lizbońskiej plan liberalizacji unijnego rynku usług. Według obecnego projektu nowej dyrektywy, świadczące je osoby miałyby pełną swobodę pracy we wszystkich 25 krajach Unii. Na to nie chce się jednak zgodzić Francja - wtórują jej Niemcy - która boi się tzw. dumpingu socjalnego, czyli zalewu rynku usług przez tanią siłę roboczą ze Wschodu. Dlatego zmiany do projektu dyrektywy o rynku usług, którego autorem jest poprzedni komisarz rynku wewnętrznego Frits Bolkestein, są bardzo prawdopodobne. - Mówię "tak" dla liberalizacji usług, a "nie" dla dumpingu społecznego - oświadczył wczoraj parę godzin przed rozpoczęciem szczytu premier Luksemburga (kraj przewodniczy Unii w tym półroczu) Jean-Claude Juncker. - W pełni zgadzam się z tym, co powiedział premier Juncker - dodał na tej samej konferencji przewodniczący Barroso.
Na szczycie ma też zapaść decyzja o przyjęciu zmian luzujących sztywne reguły Paktu Stabilizacji i Wzrostu, odpowiadającego za utrzymanie dyscypliny finansowej w państwach strefy euro. Ich projekt unijni ministrowie wynegocjowali w niedzielę w rozmowach ostatniej szansy, które trwały dwanaście godzin. Jednak nie wiadomo, czy zostaną one przyjęte w wypracowanym wówczas kształcie, bo wczoraj premier Włoch Silvio Berlusconi zapowiedział, że do projektu nowych przepisów zgłosi jeszcze poprawki.
BBC News, PAP