Dość ciekawy atak popytu całkowicie przekreślił negatywny wydźwięk poniedziałkowego spadku cen. Problem w tym, że słabe nastroje na rynku to nie tylko efekt poniedziałku. Wiele teraz zależeć będzie od decyzji Fed, a zwłaszcza jej uzasadnienia.

Notowania rozpoczęły się spokojnie, niewiele wyżej od poniedziałkowego zamknięcia. Po niewielkich wahaniach w pierwszej godzinie notowań, wraz z rozpoczęciem sesji na rynku kasowym, przyszedł wzrost cen. Ten trwał właściwie do końca sesji. Zamknięcie wyznaczające maksimum notowań tylko potwierdza siłę popytu. Popyt faktycznie był mocny, ale i kapryśny. To nie cały rynek był przedmiotem zainteresowania kupujących. Wystarczy spoj-rzeć na skalę wzrostu oraz obrót, by się przekonać, że celem "ataku" było tylko kilka największych spółek.

Jak rozumieć takie zachowanie? Po pierwsze, w dłuższym terminie mamy nadal trend wzrostowy, a tym samym cały czas istnieje możliwość powrotu do niego, mimo ostatniej przewagi podaży, która może okazać się krótkotrwała. Po drugie, takie wybiórcze zainteresowanie tylko dużymi spółkami może sygnalizować powrót kapitału zagranicznego. Zwłaszcza że ostatnio złoty osłabł. Istnieją jednak elementy, które każą zachować ostrożność. Jeśli to faktycznie kapitał zagraniczny dokonywał zakupów, to ich skala wcale nie była szokująca. A same zakupy dokonywane bez, widzianej wielokrotnie, łatwości. Może więc ktoś się pod tą "zagranicę" podszywa?

Nie ma się co oszukiwać. Nie jesteśmy w tej chwili w stanie ocenić, jak jest faktycznie, a więc pozostaje śledzić zachowanie cen. Na razie jedna jaskółka wiosny nie czyni. Wprawdzie wczorajszy wzrost spowodował pokonanie pierwszej linii spadkowej, ale jej nachylenie była na tyle duże, że nie sprawiło to większego trudu kupującym. Oporem pozostaje luka bessy.