Wczoraj spłaciliśmy sporą część długów wobec Klubu Paryskiego. Czyli długów Gierka. Tych samych, które z jednej strony przejedliśmy, a z drugiej za które mamy - byle jaką, ale jednak - gierkówkę czy Hutę Katowice (a właściwie mieliśmy, bo teraz mają ją Hindusi i cieszą się, bo marne grosze ich kosztowała).
Dobrze, że spłacamy stare długi. Gorzej, że zastępujemy je nowymi, choćby i tańszymi. Które notabene też przejadamy. Szkoda, że nie oddaliśmy Klubowi więcej pieniędzy. Wiem - chcieliśmy. Ale wierzyciele nie chcieli. Na przykład Japonia. Jest w takich sprawach bardzo zasadnicza. Jeśli dobrze pamiętam, nie chciała się zgodzić na redukcję naszych kredytów, kiedy rozpoczynaliśmy transformację. Ale Francja? Ta sama, co ma zawsze usta pełne frazesów o wiecznej między nami przyjaźni (co ma znaczyć: zgadzamy się, żeby Polacy nas kochali), nawet jeśli ściskając nas, za naszymi plecami głaszcze czule rosyjskiego niedźwiedzia.
Podobno kwestia spłaty długów była elementem nacisków w innej sprawie - na naszym giełdowym podwórku doskonale znanej. Chodzi o spór na linii Vivendi - Elektrim - Deutsche Telekom (brzmi prawie jak Trójkąt Weimarski). Podobno sam prezydent Chirac o kłótni dotyczącej PTC wspominał w rozmowach z prezydentem Kwaśniewskim. Niby nic oryginalnego. Po to są głowy państw, aby się o interesy poddanych (także firm) troszczyć. Tyle tylko, że w sporze Vivendi - Elektrim politycy nic chyba do powiedzenia nie mają i mieć nie powinni.
Jakby tego było mało, pojawiła się kandydatura pana Olechowskiego do rady nadzorczej Vivendi. Tu nawet nie chodzi o - na pewno wysokie - kompetencje byłego ministra. Biorąc pod uwagę kontekst, one mnie nie interesują. Obawiam się, że Francuzów też nie. I w tym właśnie sęk. Ich pomysł zrodził się akurat wtedy, kiedy wybuchła awantura o PTC. Przypadek? Ciekawe, czy kandydatura byłaby aktualna, gdyby Platforma Obywatelska miała w sondażach poparcie w granicach błędu statystycznego. Tak... to był chyba jednak ruch godny słonia w składzie porcelany (czyżby kolejna, obok kuchni, francuska specjalność?). Nawet jak na grę, w której idzie o 2 mld euro.
W niedawnym wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Chirac mówił głównie o Rosji. Może z wdzięczności za moskiewski pomnik zwycięstwa, na którym żołnierz francuski będzie (za to pewnie, że się ze swoimi dowódcami tak długo opierał nawale faszystowskiej i niezłomnie z nią potem walczył), a naszego nie będzie (choć przecie przynajmniej raz mieliśmy armię - a nawet kilka - nie tylko bitniejszą, ale i liczniejszą niż nasi przyjaciele).