Reklama

Skąpy świętoszek

Niechby już przynajmniej ten Chirac siedział cicho! Na przykład w sprawie PTC, LOT-u czy naszych długów

Publikacja: 01.04.2005 08:38

Wczoraj spłaciliśmy sporą część długów wobec Klubu Paryskiego. Czyli długów Gierka. Tych samych, które z jednej strony przejedliśmy, a z drugiej za które mamy - byle jaką, ale jednak - gierkówkę czy Hutę Katowice (a właściwie mieliśmy, bo teraz mają ją Hindusi i cieszą się, bo marne grosze ich kosztowała).

Dobrze, że spłacamy stare długi. Gorzej, że zastępujemy je nowymi, choćby i tańszymi. Które notabene też przejadamy. Szkoda, że nie oddaliśmy Klubowi więcej pieniędzy. Wiem - chcieliśmy. Ale wierzyciele nie chcieli. Na przykład Japonia. Jest w takich sprawach bardzo zasadnicza. Jeśli dobrze pamiętam, nie chciała się zgodzić na redukcję naszych kredytów, kiedy rozpoczynaliśmy transformację. Ale Francja? Ta sama, co ma zawsze usta pełne frazesów o wiecznej między nami przyjaźni (co ma znaczyć: zgadzamy się, żeby Polacy nas kochali), nawet jeśli ściskając nas, za naszymi plecami głaszcze czule rosyjskiego niedźwiedzia.

Podobno kwestia spłaty długów była elementem nacisków w innej sprawie - na naszym giełdowym podwórku doskonale znanej. Chodzi o spór na linii Vivendi - Elektrim - Deutsche Telekom (brzmi prawie jak Trójkąt Weimarski). Podobno sam prezydent Chirac o kłótni dotyczącej PTC wspominał w rozmowach z prezydentem Kwaśniewskim. Niby nic oryginalnego. Po to są głowy państw, aby się o interesy poddanych (także firm) troszczyć. Tyle tylko, że w sporze Vivendi - Elektrim politycy nic chyba do powiedzenia nie mają i mieć nie powinni.

Jakby tego było mało, pojawiła się kandydatura pana Olechowskiego do rady nadzorczej Vivendi. Tu nawet nie chodzi o - na pewno wysokie - kompetencje byłego ministra. Biorąc pod uwagę kontekst, one mnie nie interesują. Obawiam się, że Francuzów też nie. I w tym właśnie sęk. Ich pomysł zrodził się akurat wtedy, kiedy wybuchła awantura o PTC. Przypadek? Ciekawe, czy kandydatura byłaby aktualna, gdyby Platforma Obywatelska miała w sondażach poparcie w granicach błędu statystycznego. Tak... to był chyba jednak ruch godny słonia w składzie porcelany (czyżby kolejna, obok kuchni, francuska specjalność?). Nawet jak na grę, w której idzie o 2 mld euro.

W niedawnym wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Chirac mówił głównie o Rosji. Może z wdzięczności za moskiewski pomnik zwycięstwa, na którym żołnierz francuski będzie (za to pewnie, że się ze swoimi dowódcami tak długo opierał nawale faszystowskiej i niezłomnie z nią potem walczył), a naszego nie będzie (choć przecie przynajmniej raz mieliśmy armię - a nawet kilka - nie tylko bitniejszą, ale i liczniejszą niż nasi przyjaciele).

Reklama
Reklama

Francuska głowa nas pouczała - jak to ma w zwyczaju. Ja to rozumiem. O historii pewnie blade ma pojęcie. Lepsze o interesach (zwłaszcza o inwestycjach w zabytkowe pałace, czy politycznych "prowizjach" od paryskich firm budowlanych). A wiadomo przecież, że tam - to znaczy w Rosji - to się dopiero interesy robi. Czy jednak nikt Chiracowi nie wyjaśnił, że u nas już robi się je trochę inaczej. Że Kwaśniewski to mimo wszystko nie Putin. I że istnieją u nas sądy. Ba, nie tylko istnieją, ale i - jako tako, ale jednak - działają. I że są najlepszym miejscem - od czasów Imperium Romanum - do rozstrzygania sporów, zwłaszcza biznesowych. Taka stara demokracja powinna to rozumieć.

Ten sam prezydent miał też swego czasu namawiać nas (naszą głowę) na zakup samolotów Airbus. Nie wiem, jakiego dostawcę wybierze LOT. Fakt, LOT jest spółką kontrolowaną przez Skarb Państwa. Ale bez przesady. Ja bym chciał, żeby było tak: LOT chce kupić samoloty, więc ogłasza przetarg. I wygrywa naprawdę lepsza oferta. Nie jest przy tym ważne: amerykańska, francuska czy - co akurat do Airbusa lepiej pasuje - unijna. Lepsza. Pod względem ceny, warunków płatności, jakości maszyn itd., itp. Czyżby Francuzi widzieli to zupełnie inaczej? Przecież są zwolennikami konkurencji, np. w rolnictwie (trzeba umieć się ustawić w Unii, co?), o kosztach pracy (tak ciepło przyjęli przecież komisarz Huebner), czy wolnym przepływie usług nie wspominając...Wierzę, że przyjaźń polsko-francuska jest i pozostanie wiecznie żywa. Że nie zaszkodzi jej nawet protekcjonalny ton, jakiego nasi przyjaciele zwykli używać co najmniej od czasów Napoleona. Ale niechby już przynajmniej ten Chirac siedział cicho! Na przykład w sprawie PTC, LOT-u, czy naszych długów. Bo kiedy jest zbyt głośno, to nawet francuskie wino smakuje gorzej, a arcydzieła malarstwa znad Sekwany (do obejrzenia na Zamku Królewskim) mniejszym świecą blaskiem.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama