O Peterze Brancie było głośno w połowie lat 80., gdy został świadkiem koronnym w procesie przeciwko dziennikarzowi "Wall Street Journal" R. Fosterowi Winansowi, swojemu wspólnikowi w nielegalnym handlu akcjami. Pracując dla domu maklerskiego Kidder Peabody & Co. Brant obracał papierami na podstawie informacji publikowanych na redagowanej przez Winansa prestiżowej kolumnie "Heard on the Street" ("Zasłyszane na Wall Street"). Dzięki temu, że przyznał się do winy i podjął współpracę z wymiarem sprawiedliwości, dostał wyrok zaledwie 10 tys. USD grzywny i ośmiu miesięcy więzienia, a także dożywotni zakaz pracy w branży papierów wartościowych.
Najnowsze kłopoty 52-letniego Branta dotyczyły jego działalności w latach 1998-2000, kiedy - o co oskarżyła go amerykańska komisja papierów wartościowych (SEC) - miał nielegalnie występować jako doradca inwestycyjny i oszukiwać klientów, obracając ich środkami wbrew ich woli, tak aby zdobyć dla siebie jak największą prowizję. Z dokumentów SEC wynika, że wśród oszukanych przez Branta inwestorów byli m.in. 70-letni emeryt oraz nauczyciel, który nie mógł pracować z powodu niepełnosprawności. Komisja oszacowała, że szóstka poszkodowanych straciła łącznie 173 tys. USD. I tyle niesławny makler będzie musiał im oddać, płacąc też dodatkowe 3 mln USD kary, dzięki której uniknie formalnych oskarżeń o przestępstwo.
- To dość zaskakujące, że ktoś, kto moim zdaniem był w miarę inteligentny, znów wpakował się w kłopoty - skomentował ugodę zawartą przez Branta Foster Winans. - W moim odczuciu Peter miał bardzo silny ciąg do pieniędzy i kochał rynek akcji. On kochał handlować - dodał były dziennikarz "WSJ", który w 1987 r. został uznany przez sąd najwyższy winnym popełnienia defraudacji z wykorzystaniem środków przekazu (mail and wire fraud) i spędził dziewięć miesięcy za kratkami (obecnie pracuje w organizacji non-profit dla pisarzy z hrabstwa Bucks w Pensylwanii). Ani Brant, ani jego prawnik o ugodzie z SEC nie chcieli z nikim rozmawiać.
SEC wniosła też osobną sprawę przeciwko Richardowi DeBoe z domu maklerskiego Alex Brown, który umożliwił Brantowi obracanie środkami skaperowanych przez niego klientów i miał korzystać na przekrętach kolegi. Obu łączyła długoletnia znajomość, jeszcze z okresu pracy w Kidder Peabody.
Bloomberg