Przeciwnicy ustawy o złotym wecie porównują ją do sprzedaży samochodu, po której były właściciel nadal chce ingerować w prowadzenie auta.
To porównanie, moim zdaniem, jest całkowicie nietrafione. Zgodnie z artykułem 31 Konstytucji, można wprowadzać pewne ograniczenia z korzystania z wolności i praw tylko wtedy, gdy jest to konieczne
ze względu na ochronę bezpieczeństwa i porządku publicznego czy ochronę środowiska. Zarzut, że ta ustawa miałaby naruszać prawo własności, też mija się z prawdą. Przecież istnieje cały szereg ustaw - jak choćby o stanach nadzwyczajnych - które w określonych sytuacjach te prawa ograniczają. Czy właściciel gruntu może odmówić skorzystania z jego terenu podczas powodzi tylko dlatego, że ta ziemia od kilku pokoleń należy do jego rodziny? Nie! Prawo własności nie może być fetyszyzowane. Tak jak wiele innych praw publicznych może być ograniczone, gdy służy to porządkowi publicznemu.
Wśród argumentów przeciw jest jednak i ten, że zastrzeżenia o wykorzystaniu złotego weta w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa czy porządku publicznego są zbyt mało konkretne. Inna kwestia, że w żadnym kraju nie rozciągnięto zasady złotego weta na tak wiele spółek.
Czy można zapisać zastrzeżenia bardziej konkretnie? Tak samo określono to w Traktacie Europejskim. Zdaję sobie sprawę, że te określenia są nieostre. Ale klauzule posługujące się takimi pojęciami wymagają również, aby decyzja o zastosowaniu złotego weta była uzasadniona z punktu widzenia aktów prawnych, które dokładnie określają, czym jest bezpieczeństwo energetyczne, telekomunikacyjne czy paliwowe kraju. Projekt polskiej ustawy, zgodnie z wytycznymi ETS, jako pierwsze takie prawo w Europie, wprowadza podobne uzależnienie.