Wczoraj odbyło się pierwsze czytanie dwóch rządowych projektów ustaw o rekompensatach: z tytułu mienia pozostawionego poza obecnymi granicami państwa polskiego oraz za przejęte przez państwo nieruchomości oraz niektóre składniki mienia (reprywatyzacyjna). Otwierający obrady marszałek sejmu Włodzimierz Cimoszewicz zapowiedział, że dołoży wszelkich starań, aby obie ustawy zostały uchwalone jeszcze w tej kadencji.
(Nie)wyrównane krzywdy
Na pierwszy ogień poszedł projekt ustawy, która ma uregulować wreszcie sprawę tzw. mienia zabużańskiego. Rząd musiał ponownie przedstawić ten projekt, bo część przepisów poprzedniej ustawy zabużańskiej zakwestionował nasz Trybunał Konstytucyjny oraz Europejski Trybunał Praw Człowieka. Według Andrzeja Bratkowskiego, wiceministra infrastruktury, który przedstawiał wczoraj dokument posłom, ustawa pozwoli załatwić ostatecznie sprawę 53 tys. zaległych roszczeń.
Zgodnie z projektem, Zabużanie mają dostać równowartość w gotówce 15% wartości pozostawionego majątku (mogą także za to kupić ziemię od Skarbu Państwa). Zwolnieni zostaną przy tym z podatku dochodowego, opłat skarbowych oraz od czynności cywilnoprawnych. Większość posłów, w imieniu swoich klubów i kół, opowiedziała się za jak najszybszym zakończeniem prac nad ustawą (teraz trafi do komisji). Rząd szacuje, że wartość roszczeń Zabużan wynosi 11,5 mld zł, z czego 2,5 mld zł przypadnie na postępowania wszczęte przed wejściem ustawy w życie (właściciele dostaną prawdopodobnie równowartość 100% majątku). Można więc szacować, że łączne koszty "wyrównania krzywd" wyniosą około 4 mld zł.
Spóźniona reprywatyzacja