Od spadku rozpoczęły się środowe notowania na amerykańskich giełdach. Niepokój inwestorów wzbudziły przede wszystkim najnowsze dane makroekonomiczne. Wczoraj Departament Handlu USA poinformował, że w marcu sprzedaż detaliczna wzrosła o 0,3% (miesiąc wcześniej zwiększyła się o 0,5%), podczas gdy rynek oczekiwał znacznie solidniejszej zwyżki, o 0,8%. Zły sygnał nadszedł też z branży producentów półprzewodników. Taniały np. walory Intela, na co wpływ miały prognozy europejskiej spółki z tego sektora - ASML Holding, która zapowiedziała spadek zamówień. Do godz. 22.00 naszego czasu indeks Dow Jones stracił 1,01%, a Nasdaq Composite obniżył się o 1,54%.

Silniejszej zniżce amerykańskich indeksów zapobiegła m.in. informacja o kolejnym spadku cen ropy, do najniższego poziomu od sześciu tygodni, a także dobre wyniki kwartalne największej światowej sieci restauracji szybkiej obsługi - McDonald?s. Inwestorzy mieli też jeszcze w pamięci opublikowany we wtorek po południu raport z ostatniego posiedzenia Fed (tzw. minutes), który pokazał, że amerykański bank centralny uznaje obecny wzrost gospodarczy w USA za solidny, ale nie widzi jednocześnie zagrożeń inflacyjnych. Oznacza to, że Fed powinien prowadzić politykę podwyżek stóp procentowych w sposób wyważony.

To właśnie optymistyczny raport z posiedzenia Fed był jednym z głównych powodów, dla których wzrosły wczoraj główne indeksy europejskie (choć po niższym otwarciu indeksów amerykańskich wskaźniki z naszej strony Atlantyku straciły trochę na wartości). Londyński FT-SE 100 zakończył ostatecznie środową sesję o 0,3% wyżej niż we wtorek. Frankfurcki DAX wzrósł o 0,77%, a paryski CAC-40 o 0,49%. Do góry poszły przede wszystkim notowania instytucji finansowych, takich jak Deutsche Bank (+1,5%) czy brytyjski Barclays (+2,1%), a także linii lotniczych korzystających z niższych cen ropy. Wyróżniła się hiszpańska Iberia (+2,9%). Akcje niemieckiej Lufthansy, drugiego co do wielkości przewoźnika powietrznego w Europie, zdrożały o 1%.