Polacy bagatelizują
Krajowe TFI na razie bagatelizują wzrost konkurencji na rynku z powodu wejścia nowych graczy. Same towarzystwa przyznają jednak, że w kilkuletniej perspektywie będą musiały obniżać opłaty, bo inaczej mogą stracić klientów.
KPWiG zwraca uwagę, że funkcjonowanie funduszy zagranicznych może się różnić od standardów przyjętych w Polsce, do których inwestorzy są przyzwyczajeni. Chodzi np. o sposób pobierania opłaty od aktywów. Podmioty zagraniczne mogą podawać w prospektach tylko stawkę za zarządzanie, a oprócz tego naliczać "po cichu" inne opłaty, np. prowizje maklerskie, podatki czy koszty marketingu. Kolejna sprawa to sposób kalkulacji opłat: u nas liczy się je od średniej wartości aktywów w ciągu roku. W funduszach zagranicznych mogą być natomiast wyliczane w oparciu o najwyższą wartość aktywów w danym roku.
Więcej praw
Uczestnicy funduszy zagranicznych mogą mieć za to znacznie większy wpływ - niż w polskich funduszach - na to, co dzieje się z ich pieniędzmi. Generalnie można przyjąć, że największe prawa mają uczestnicy funduszy, które mają konstrukcję zbliżoną do naszych spółek z o.o., np. luksemburskich SICAV. Posiadacze udziałów raz do roku mogą wziąć udział w walnym zgromadzeniu uczestników i decydować o takich kwestiach, jak np. wypłata dywidendy, zmiana strategii inwestycyjnej, likwidacja subfunduszu czy wybór firmy zarządzającej. W Polsce - w przypadku funduszy otwartych - takie decyzje TFI podejmują samodzielnie, nie pytając o zdanie swoich klientów. Ci ostatni, jeżeli decyzji nie akceptują, mogą najwyżej "zagłosować" nogami.
Większe możliwości mają tylko posiadacze certyfikatów funduszy zamkniętych. Mogą np. tworzyć rady inwestorów i mieć wpływ na sposób inwestowania swoich pieniędzy (tak jest np. w funduszach nieruchomości).
Zagraniczne fundusze, które otrzymały zgodę KPWiG na wej-ście do Polski, tylko w ograniczonym stopniu podlegają naszemu nadzorowi (generalnie w sprawach dotyczących samej dystrybucji). Kwestie dotyczące np. polityki inwestycyjnej podlegają kontroli odpowiedników naszej KPWiG w innych krajach, np. w Luksemburgu. Może to oznaczać utrudnienie w dochodzeniu swoich praw od firmy zarządzającej w stosunku do polskich funduszy i naszych TFI. Każdy zagraniczny podmiot powinien mieć w Polsce swojego przedstawiciela, który ma obowiązek przyjąć reklamacje od uczestnika.
Warto przy tym odnotować, że jeszcze zanim zagraniczne fundusze zaczęły ubiegać o zezwolenie KPWiG o wejście na nasz rynek, były już pośrednio dostępne dla polskich inwestorów w ramach polis ubezpieczeniowych. Mechanizm jest następujący: klient kupuje polisę na życie, a wpłacone przez niego składki trafiają do funduszu kapitałowego, ten z kolei inwestuje pieniądze w zagraniczne fundusze. Takie produkty mają w ofercie np. Nationwide, Nordea i Scandia, które współpracują z zagranicznymi funduszami m.in. Templetona, Fidelity czy Jupitera.
TOWARZYSTWA UBEZPIECZENIOWE
Polska, czyli eldorado
Po 1 maja ub.r. Polska ze wstąpieniem do Unii Europejskiej całkowicie otworzyła nasz rynek dla wszystkich firm ubezpieczeniowych zarejestrowanych w krajach UE. Od blisko roku zachodnioeuropejscy konkurenci nie muszą już otwierać u nas spółek, a więc przechodzić długotrwałej procedury licencyjnej czy opłacać kapitału. Wystarczy, że uzyskają tzw. notyfikację Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych (dokumenty składają w swoim nadzorze) i już mogą zawierać bezpośrednio z Londynu czy Paryżu umowy z polskimi klientami.
Okazało się, że choć przed 1 maja ub.r. w Polsce działało już większość potentatów (poprzez filie), to zainteresowanie naszym rynkiem, największym spośród "wstępujących" do UE, było i jest bardzo duże. Najwięcej, bo 56 firm (które otrzymały notyfikację) pochodzi z Wielkiej Brytanii (np. słynny Lloyd?s). Trudno się dziwić, bo Londyn jest przecież jednym z największych centrów finansowych świata (dlatego m.in. wśród brytyjskich ubezpieczycieli są np. Tokio Marine Global czy Mitsui Sumitomo Insurance Company). Drugie miejsce zajmują ubezpieczyciele z Irlandii (35). Co ciekawe, działalnością na naszym rynku zainteresowane są także towarzystwa zarejestrowane w nowych krajach członkowskich, np. w Słowenii czy na Łotwie. Nie ma natomiast żadnego pochodzącego z Grecji, Portugalii oraz Cypru.
Teraz notyfikacje ma już 200 firm, z czego większość (170) chce sprzedawać ubezpieczenia majątkowe i osobowe. Dla porównania, krajowych zakładów ubezpieczeń jest 68 (zarówno majątkowych, jak i na życie), a więc blisko 3-krotnie mniej. Liczba nowych operatorów rosła lawinowo w pierwszych miesiącach po akcesji. W szczycie (lipiec) nasz nadzór wydał blisko 40 notyfikacji, potem impet nieco osłabł, choć jeszcze w grudniu 26 europejskich firm otrzymało zgodę na prowadzenie działalności w Polsce. W tym roku liczba notyfikacji nie rośnie już tak dynamicznie (przyznano ich 25), niemniej jednak średnia z 12 miesięcy jest imponująca, bo wynosi aż 16,7 licencji miesięcznie. Tyle zezwoleń nie wydano nawet w ciągu roku w całej 15-letniej wolnorynkowej historii polskiego rynku ubezpieczeń.
Czy to konkurencja?
Inna sprawa, że sporo notyfikacji dotyczy spółek córek dużych zachodnich koncernów, które działają w różnych krajach Unii Europejskiej. Rekordzistą jest niemiecki potentat - Allianz, którego aż osiem zagranicznych spółek otrzymało zgodę na działalność w Polsce (w tym pięć majątkowych). Niewiele ustępuje mu, powiązana z nim kapitałowo, grupa Euler Hermes, specjalizująca się w ubezpieczeniach należności (7 notyfikacji). Zarówno Allianz, jak i Euler Hermes mieli u nas przed wstąpieniem Polski do Unii swoje spółki córki. Ich przedstawiciele zapewniają jednak, że siostrzane spółki (bądź centrale) nie podbiorą im klientów, bo przecież taka rywalizacja wewnątrz grupy nie miałaby sensu. Chodzi raczej o specjalizację (np. notyfikację otrzymał Allianz Marine & Aviation Versicherung AG), czy też o to, aby firmy klienci z danych krajów były obsługiwane przez spółki, które je wcześniej ubezpieczały na rodzimym rynku.
Ale większość firm, które zarejestrowały się po 1 maja ub.r. w polskim nadzorze, to na naszym rynku nowicjusze. Raczej nie można przypuszczać, że wystąpiły o notyfikację tylko dla sztuki, bo to zbyt duzi i poważni gracze (jest wśród nich np. francuski gigant AXA, którego trzy spółki chcą działać w Polsce). Należy przypuszczać, że na początek uwaga zachodnich firm skupi się na segmencie klientów korporacyjnych, wartym około 5 mld zł. Powód - pozyskanie kontraktów wśród polskich przedsiębiorstw. Jest to o tyle łatwiejsze, że nie trzeba budować kosztownej sieci oddziałów, wystarczy pośrednictwo firm brokerskich. Część działających u nas firm to przecież spółki córki zagranicznych koncernów, które ubezpieczają swoje zakłady produkcyjne w ramach tzw. światowych programów. Ich obsługa powierzona była lokalnym operatorom (w ramach tzw. frontingu), teraz składka bez żadnych prowizji trafi bezpośrednio do kasy europejskich ubezpieczycieli. Choć działają oni dopiero od niecałego roku, to transfer portfeli zaczyna być już widoczny. Z danych nadzoru wynika, że w ub.r. spadł przypis składki w ubezpieczeniach lotniczych i morskich, a te właśnie są domeną wielkich światowych firm asekuracyjnych. Specjaliści nie mają wątpliwości - z czasem zachodni ubezpieczyciele sięgną do kieszeni klientów indywidualnych, czy to dzięki sprzedaży bezpośredniej (np. poprzez internet) albo też za pośrednictwem dużych niezależnych sieci agencyjnych.
Polskie platformy
Z dobrodziejstw "single passport" chcą korzystać również towarzystwa zarejestrowane w Polsce. Są to przede wszystkim spółki córki zachodnich koncernów (wyjątkiem jest Cigna STU, która jest prawie cała w rękach polskiego kapitału - rodziny Gudzowatych wraz z podmiotami zależnymi). Głównym celem ekspansji są nowe kraje członkowskie Unii Europejskiej (tu znowu wyjątkiem jest Cigna STU, które chce wejść na rynek niemiecki i szwedzki). Przy czym na razie Polska staje się platformą rozwoju tych firm wyłącznie w kierunku wschodnim i północno-wschodnim. Amerykanie z AIG chcą wykorzystać polską spółkę Amplico-Life do ekspansji w krajach nadbałtyckich: na Litwie, Łotwie oraz w Estonii.
Także na Litwie działa już na podstawie jednolitej licencji majątkowe Gerling Polska TU. Powód? Niemiecka centrala nie ma tam spółki zależnej - polska filia dostała więc zadanie przejąć i obsługiwać klientów, głównie oddziały niemieckich firm (core business Gerlinga to ubezpieczenia dużych podmiotów gospodarczych). Do krajów nadbałtyckich wybiera się na początek francuskie Cardif Polska TUnŻ, specjalizujące się w bancassurance (np. ubezpieczeniach kredytu). Spółka w Polsce przebojem zdobyła rynek, teraz gdy generuje już pokaźne zyski, przyszedł czas na inwestycje poza granicami naszego kraju. Ale Estonia, Łotwa czy Litwa to tylko pierwszy krok w tej ekspansji. W planach jest również wejście na Ukrainę (później także do Rosji), ale również na rynki południowe, np. na Słowację oraz do Bułgarii i Rumunii (oba te kraje powinny znaleźć się w Unii Europejskiej w 2007 r.).
O ekspansji na południu Europy poważnie myśli również TUnŻ CitiInsurance Polska, także specjalizujące się w bancassurance. W najbliższych tygodniach spółka zamierza rozpocząć działalność na Węgrzech. Kolejnym celem będą Czechy i Słowacja.
Warto dodać, że poza granicami, już za pośrednictwem spółek córek, działają grupy: PZU i Commercial Union. Nasz narodowy ubezpieczyciel jest obecny na Litwie (ma około 15-16% rynku), a także od początku br. także na Ukrainie (ok. 4%). CU, którego litewski oddział w ciągu ponad dwóch lat zdobył silną pozycję u naszych sąsiadów, przymierza się do wejścia na rynki: łotewski, estoński oraz słowacki.