Reklama

Polska to duży i smacz ny kąsek

Po 1 maja 2004 roku miał nastąpić wzrost konkurencji, otwarcie Polski na Europę Zachodnią. Czy wejście naszego kraju do nowych struktur tym zaowocowało? Jak mają się polskie rynki finansowe? Czy zachodnie standardy wymusiły pozytywne zmiany w usługach bankowych, atrakcyjności funduszy inwestycyjnych i działalności towarzystw ubezpieczeniowych? Jak odczuli to klienci, co jest jeszcze do zrobienia, ile nam jeszcze brakuje do unijnego poziomu w tych trzech ważnych obszarach życia gospodarczego?

Publikacja: 29.04.2005 09:09

Wejście Polski do Unii obfituje nie tylko wzrostem konkurencji na naszym rynku (w branży ubezpieczeniowej z formalnego punktu widzenia to istny raj dla unijnych firm). Polacy ruszają też do innych krajów - to nowa sytuacja, bowiem nasze spółki nie ograniczają się tylko do świadczenia usług, lecz także przejmują inne podmioty...

BANKI

Nie było obaw?

Od wejścia Polski do Unii Europejskiej nasz kraj został objęty zasadą "jednolitej licencji bankowej", zawartą w tzw. bankowych dyrektywach UE. Mówi ona, że bank, który ma siedzibę w którymkolwiek z unijnych państw, może na podstawie uzyskanej w swoim macierzystym kraju licencji operować również w pozostałych państwach członkowskich UE. Możliwości są dwie: może otwierać w innych krajach swoje oddziały albo prowadzić tzw. działalność transgraniczną. W obydwu wypadkach do rozpoczęcia działania wystarczy informacja złożona w nadzorze bankowym "kraju goszczącego" za pośrednictwem własnych władz nadzorczych.

Nie można powiedzieć, by rok temu bankowcy czuli jakąś szczególną obawę, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej nasz rynek bankowy zostanie w krótkim czasie zdominowany przez instytucje finansowe z Europy Zachodniej. Gdy instytut Pentor zapytał szefów placówek bankowych o to, czy banki w Polsce są dobrze przygotowane do funkcjonowania w ramach Unii Europejskiej, 84% odpowiedziało, że tak. Gdy podobne pytanie zadano bankowcom na początku kwietnia, przekonanych, że polskie banki są dobrze przygotowane do działania na wspólnym rynku, było już 94%.

Reklama
Reklama

Tylko czy nie jest to optymizm na wyrost? Co prawda w pierwszych miesiącach po akcesji aktywność unijnych banków w Polsce nie była zbyt duża, jednak systematycznie rośnie. Oddziałów banków z pozostałych krajów UE oraz zgłoszeń prowadzenia działalności bez posiadania placówek w naszym kraju jest coraz więcej.

Dwa na początek

W pierwszych dniach po poszerzeniu Unii na zaakcentowanie obecności w Polsce zdecydowały się tylko dwie instytucje kredytowe z innych krajów UE. Chodzi o duński Jyske Bank (który jednak zajmuje się u nas wyłącznie dystrybucją prowadzonych przez siebie funduszy inwestycyjnych) oraz austriacko-francuski KommunalKredit (finansujący projekty infrastrukturalne, współpracujący z samorządami).

Potem przez dłuższy czas było cicho - na kolejne deklaracje wej-ścia do Polski ze strony unijnych banków trzeba było poczekać kilka miesięcy. Dopiero pod koniec ub.r. takich zapowiedzi pojawiło się więcej. W sumie, od momentu poszerzenia Unii Europejskiej ogłoszono powstanie w Polsce czterech oddziałów zagranicznych banków. W dwóch przypadkach o przekształcenie działającej u nas spółki akcyjnej, filii zagranicznego banku, w jego oddział. Na takie posunięcie jeszcze w ub.r. zdecydował się Svenska Handelsbanken. W tym przyszło zgłoszenie otwarcia oddziału Dresdner Banku, co można potraktować jako zapowiedź zmiany formy działalności filii tego jednego z największych niemieckich banków.

Konkurują o firmy

W odróżnieniu od szefów placówek bankowych, którzy są przekonani o swojej sile, prezesi banków nie zawsze w pełni podzielają ten optymizm. - Konkurencja na rynku bankowym zwiększyła się istotnie. Pojawili się nowi gracze, którzy niezwykle agresywnie promują swoje usługi. To dodatkowe utrudnienie dla średnich banków - uważa Włodzimierz Kiciński, prezes Nordea Bank Polska.

Reklama
Reklama

Potwierdzenie jego oceny może stanowić liczba notyfikacji prowadzenia w Polsce działalności transgranicznej, czyli fizycznej obecności w naszym kraju (placówek, a nawet pracowników). Przez 11 pierwszych miesięcy bytności Polski w Unii Europejskiej (do 18 marca) Komisja Nadzoru Bankowego, która reguluje polski rynek bankowy, otrzymała 73 takie zgłoszenia.

W zdecydowanej większości pochodzą one od banków nastawiających się na obsługę przedsiębiorstw. Najczęściej chodzi o oferowanie produktów finansowych dużym firmom. W takim przypadku nie chodzi o obsługę klienta masowego. Żeby udzielić kredytu dużej polskiej firmie, zagraniczny bank nie potrzebuje mieć u nas oddziału. Z dobrą ofertą można przylecieć samolotem z Londynu. W ślad za kredytem zagraniczny bank może liczyć na to, że będzie na przykład doradzać polskiemu klientowi, gdy ten zechce przejąć konkurenta z branży. A takie usługi są, z punktu widzenia instytucji finansowej, dużo bardziej dochodowe.

Kolejka do klienta

Notyfikacje działalności transgranicznej dotyczą jednak nie tylko bankowości korporacyjnej. Część banków przekazując zgłoszenie naszemu nadzorowi zapowiedziała walkę o oszczędności Polaków - oczywiście tych zamożniejszych. Tak można potraktować zgłoszenia działalności transgranicznej od banków zarejestrowanych w Luksemburgu. Czasami chodzi zaś o funkcjonowanie w zupełnej niszy. Tak jest w przypadku PayPal (Europe). Zarejestrowany w Wielkiej Brytanii bank jest filią amerykańskiej firmy zapewniającej serwis rozliczeniowy dla użytkowników największego na świecie serwisu aukcyjnego eBay. Umożliwia transfer niewielkich sum pomiędzy użytkownikami "legitymującymi się" adresami e-mailowymi. eBay rozpoczął niedawno działalność również w Polsce. PayPal jeszcze nie.

Od niego już tylko krok do banków obsługujących masowego klienta. Najlepiej, żeby była to bardzo dochodowa działalność, nawet jeśli wiąże się ze stosunkowo dużym ryzykiem. Taki jest właśnie rynek pożyczek gotówkowych. - Na rynek z angielska nazywany unsecured consumer lending, czyli pożyczki bez zabezpieczenia, wkraczają teraz europejscy gracze, co jest zupełnie nową sytuacją - zauważa Jan Bielecki, prezes Banku Pekao.

Ci, którzy zdecydowali się na to przed kilkoma laty, dziś mają duży udział w rynku, a jednocześnie mogą się pochwalić wysoką rentownością. Chętnych do wykrojenia dla siebie kawałka tortu jest jednak coraz więcej. Szefowie firm z branży mówią o kilkudziesięciu nowych graczach, którzy albo zaczynają działać w Polsce, albo zadeklarowali zamiar wejścia. W efekcie spodziewane jest zdecydowane zaostrzenie konkurencji i spadek cen. Zmniejszeniu powinno ulec oprocentowanie pożyczek gotówkowych. Spaść powinny również ceny kart kredytowych.

Reklama
Reklama

W przypadku bankowości konsumenckiej pojawienie się na rynku odbywa się zwykle nie w formie działalności transgranicznej albo oddziału, ale poprzez utworzenie spółki córki, która jest osobnym podmiotem prawa. Przykładem jest utworzony w ub.r. Cetelem Bank, zajmujący się głównie wydawaniem kart kredytowych oraz udzielaniem kredytów ratalnych.

Do dawania pożyczek nie potrzeba jednak licencji bankowej, o czym najlepiej świadczy sukces Providentu, który po kilku latach funkcjonowania w Polsce chwali się blisko milionową rzeszą klientów. Przedstawiciele banków ze spokojem przyjmują to, że na rynku kredytowym pojawiają się również firmy niebankowe. - To odpowiada światowym tendencjom. Wyspecjalizowane firmy wypierają banki, których udział na tym rynku z czasem schodzi poniżej 50% - przypomina prezes Pekao.

Wiara w potencjał naszego rynku wydaje się nie mieć granic: W Tychach na rogu jednej ulicy jest siedem placówek różnych firm pożyczkowych - mówi Bernard Afeltowicz, szef AIG Consumer Finance Group w Polsce.

FUNDUSZE INWESTYCYJNE

Atak z Luksemburga

Reklama
Reklama

Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej inwestorzy z naszego kraju zyskali nowe możliwości lokowania pieniędzy. Od 1 maja 2004 r. zagraniczne firmy zarządzające funduszami mogą prowadzić na naszym rynku sprzedaż jednostek uczestnictwa bez konieczności rejestrowania u nas TFI. Dotyczy to podmiotów z państw OECD i Europejskiego Obszaru Gospodarczego, spełniających wymogi unijnej dyrektywy, której podlegają też polskie fundusze otwarte. Dyrektywa ta określa zasady zbywania jednostek uczestnictwa zagranicznych funduszy. Samo otwarcie naszego rynku jest natomiast konsekwencją przyjęcia przez Polskę traktatu akcesyjnego.

Zgodę na dystrybucję w Polsce ma już siedem zagranicznych funduszy inwestycyjnych. Kolejnych 12 wniosków czeka w KPWiG (w rzeczywistości Komisja nie wydaje zezwoleń, tylko ma dwa miesiące na zgłoszenie sprzeciwu do zawiadomienia o zamiarze rozpoczęcia dystrybucji, złożonego przez zagraniczny podmiot). Zainteresowanie jest bardzo duże. KPWiG otrzymuje wiele pytań od podmiotów zainteresowanych wejściem do Polski.

W marcu 2005 r. wpłaty do swoich funduszy zaczęły przyj-mować w Polsce: amerykańskie grupy Merrill Lynch i Citi oraz skandynawska Nordea. Pośrednią sprzedaż (fundusze są reklamowane w Polsce, ale wpłaty dokonywane są już poza naszym krajem) prowadzi też duński Jyske Bank.

Merrill Lynch wprowadził najpierw do Polski fundusz z grupy Torrus, zarejestrowany w Luksemburgu (zapewnia wypłatę dywidendy w pierwszym roku; stopa zwrotu uzależniona od zmian zagranicznych indeksów giełdowych). Jeżeli oferta się powiedzie (wpłaty na poziomie minimum 50 mln zł), do Polski mają być wprowadzone kolejne fundusze. ML planuje pozyskiwać od naszych inwestorów 200-300 mln zł rocz-nie. Ponieważ ML nie ma w Polsce własnej sieci dystrybucji, współpracuje w tym zakresie z różnymi biurami maklerskimi.

Citigrup ma nieco łatwiejszą sytuację, bo może korzystać w Polsce z oddziałów Citibanku. Można w nich dokonać wpłaty do trzech funduszy luksemburskich, w ramach których dostępnych jest kilkadziesiąt różnych strategii inwestycyjnych (subfunduszy). Podobnie skonstruowana jest oferta funduszy luksemburskich Nordei, tylko liczba podmiotów jest mniejsza (jeden fundusz, a w ramach niego trzy subfundusze).

Reklama
Reklama

Duże zainteresowanie

Wiadomo, że do wejścia na nasz rynek szykują się kolejne podmioty. Przedstawicielstwo w Polsce otworzył już DekaBank, druga pod względem wielkości firma zarządzająca funduszami w Niemczech. Jeszcze w tym półroczu ma zacząć przyjmowanie wpłat od naszych inwestorów. W ofercie ma się znaleźć 11 funduszy zarejestrowanych w Niemczech i w Luksemburgu, inwestujących na rynkach akcji, obligacji i pieniężnym.

Plany dotyczące dystrybucji funduszy w Polsce mają też amerykańska grupa Franklin Templeton. Starania w tym kierunku podejmowali również Belgowie z KBC (główny akcjonariusz Kredyt Banku). Z wcześniejszych informacji wynika, że plany dotyczące polskiego rynku ma też niemiecki Commerzbank (kontroluje BRE), francuska grupa Societe Generale czy brytyjska Schroders.

Zagraniczne fundusze mają wyraźną przewagę nad krajowymi pod względem wysokości opłaty za zarządzanie. Przykładowo stawka w funduszu akcyjnym KBC wynosi 1,15% rocznie, a w funduszu zrównoważonym TFI Kredyt Banku zarejestrowanym w Polsce - 3,5% (KB nie ma "czystego" funduszu akcji). Za zarządzanie obligacjami korporacyjnymi trzeba zapłacić w KBC 0,75%, a w TFI Kredyt Banku opłata w funduszu dłużnym wynosi maksymalnie 1,2%. W luksemburskim funduszu akcji Citigroup zarządzanie kosztuje 1,5%, a w krajowym CitiAkcji (zarządza nim TFI Banku Handlowego) - 3,5%.

Wyższe mogą być za to w zagranicznych podmiotach prowizje pobierane od wpłat. Poza tym, w prospektach informacyjnych podawana jest z reguły tylko maksymalna stawka. W krajowych funduszach opłaty maleją w miarę wzrostu wpłacanej kwoty. Poza tym zerowymi stawkami promowane są niektóre kanały dystrybucji (np. internet).

Reklama
Reklama

Polacy bagatelizują

Krajowe TFI na razie bagatelizują wzrost konkurencji na rynku z powodu wejścia nowych graczy. Same towarzystwa przyznają jednak, że w kilkuletniej perspektywie będą musiały obniżać opłaty, bo inaczej mogą stracić klientów.

KPWiG zwraca uwagę, że funkcjonowanie funduszy zagranicznych może się różnić od standardów przyjętych w Polsce, do których inwestorzy są przyzwyczajeni. Chodzi np. o sposób pobierania opłaty od aktywów. Podmioty zagraniczne mogą podawać w prospektach tylko stawkę za zarządzanie, a oprócz tego naliczać "po cichu" inne opłaty, np. prowizje maklerskie, podatki czy koszty marketingu. Kolejna sprawa to sposób kalkulacji opłat: u nas liczy się je od średniej wartości aktywów w ciągu roku. W funduszach zagranicznych mogą być natomiast wyliczane w oparciu o najwyższą wartość aktywów w danym roku.

Więcej praw

Uczestnicy funduszy zagranicznych mogą mieć za to znacznie większy wpływ - niż w polskich funduszach - na to, co dzieje się z ich pieniędzmi. Generalnie można przyjąć, że największe prawa mają uczestnicy funduszy, które mają konstrukcję zbliżoną do naszych spółek z o.o., np. luksemburskich SICAV. Posiadacze udziałów raz do roku mogą wziąć udział w walnym zgromadzeniu uczestników i decydować o takich kwestiach, jak np. wypłata dywidendy, zmiana strategii inwestycyjnej, likwidacja subfunduszu czy wybór firmy zarządzającej. W Polsce - w przypadku funduszy otwartych - takie decyzje TFI podejmują samodzielnie, nie pytając o zdanie swoich klientów. Ci ostatni, jeżeli decyzji nie akceptują, mogą najwyżej "zagłosować" nogami.

Większe możliwości mają tylko posiadacze certyfikatów funduszy zamkniętych. Mogą np. tworzyć rady inwestorów i mieć wpływ na sposób inwestowania swoich pieniędzy (tak jest np. w funduszach nieruchomości).

Zagraniczne fundusze, które otrzymały zgodę KPWiG na wej-ście do Polski, tylko w ograniczonym stopniu podlegają naszemu nadzorowi (generalnie w sprawach dotyczących samej dystrybucji). Kwestie dotyczące np. polityki inwestycyjnej podlegają kontroli odpowiedników naszej KPWiG w innych krajach, np. w Luksemburgu. Może to oznaczać utrudnienie w dochodzeniu swoich praw od firmy zarządzającej w stosunku do polskich funduszy i naszych TFI. Każdy zagraniczny podmiot powinien mieć w Polsce swojego przedstawiciela, który ma obowiązek przyjąć reklamacje od uczestnika.

Warto przy tym odnotować, że jeszcze zanim zagraniczne fundusze zaczęły ubiegać o zezwolenie KPWiG o wejście na nasz rynek, były już pośrednio dostępne dla polskich inwestorów w ramach polis ubezpieczeniowych. Mechanizm jest następujący: klient kupuje polisę na życie, a wpłacone przez niego składki trafiają do funduszu kapitałowego, ten z kolei inwestuje pieniądze w zagraniczne fundusze. Takie produkty mają w ofercie np. Nationwide, Nordea i Scandia, które współpracują z zagranicznymi funduszami m.in. Templetona, Fidelity czy Jupitera.

TOWARZYSTWA UBEZPIECZENIOWE

Polska, czyli eldorado

Po 1 maja ub.r. Polska ze wstąpieniem do Unii Europejskiej całkowicie otworzyła nasz rynek dla wszystkich firm ubezpieczeniowych zarejestrowanych w krajach UE. Od blisko roku zachodnioeuropejscy konkurenci nie muszą już otwierać u nas spółek, a więc przechodzić długotrwałej procedury licencyjnej czy opłacać kapitału. Wystarczy, że uzyskają tzw. notyfikację Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych (dokumenty składają w swoim nadzorze) i już mogą zawierać bezpośrednio z Londynu czy Paryżu umowy z polskimi klientami.

Okazało się, że choć przed 1 maja ub.r. w Polsce działało już większość potentatów (poprzez filie), to zainteresowanie naszym rynkiem, największym spośród "wstępujących" do UE, było i jest bardzo duże. Najwięcej, bo 56 firm (które otrzymały notyfikację) pochodzi z Wielkiej Brytanii (np. słynny Lloyd?s). Trudno się dziwić, bo Londyn jest przecież jednym z największych centrów finansowych świata (dlatego m.in. wśród brytyjskich ubezpieczycieli są np. Tokio Marine Global czy Mitsui Sumitomo Insurance Company). Drugie miejsce zajmują ubezpieczyciele z Irlandii (35). Co ciekawe, działalnością na naszym rynku zainteresowane są także towarzystwa zarejestrowane w nowych krajach członkowskich, np. w Słowenii czy na Łotwie. Nie ma natomiast żadnego pochodzącego z Grecji, Portugalii oraz Cypru.

Teraz notyfikacje ma już 200 firm, z czego większość (170) chce sprzedawać ubezpieczenia majątkowe i osobowe. Dla porównania, krajowych zakładów ubezpieczeń jest 68 (zarówno majątkowych, jak i na życie), a więc blisko 3-krotnie mniej. Liczba nowych operatorów rosła lawinowo w pierwszych miesiącach po akcesji. W szczycie (lipiec) nasz nadzór wydał blisko 40 notyfikacji, potem impet nieco osłabł, choć jeszcze w grudniu 26 europejskich firm otrzymało zgodę na prowadzenie działalności w Polsce. W tym roku liczba notyfikacji nie rośnie już tak dynamicznie (przyznano ich 25), niemniej jednak średnia z 12 miesięcy jest imponująca, bo wynosi aż 16,7 licencji miesięcznie. Tyle zezwoleń nie wydano nawet w ciągu roku w całej 15-letniej wolnorynkowej historii polskiego rynku ubezpieczeń.

Czy to konkurencja?

Inna sprawa, że sporo notyfikacji dotyczy spółek córek dużych zachodnich koncernów, które działają w różnych krajach Unii Europejskiej. Rekordzistą jest niemiecki potentat - Allianz, którego aż osiem zagranicznych spółek otrzymało zgodę na działalność w Polsce (w tym pięć majątkowych). Niewiele ustępuje mu, powiązana z nim kapitałowo, grupa Euler Hermes, specjalizująca się w ubezpieczeniach należności (7 notyfikacji). Zarówno Allianz, jak i Euler Hermes mieli u nas przed wstąpieniem Polski do Unii swoje spółki córki. Ich przedstawiciele zapewniają jednak, że siostrzane spółki (bądź centrale) nie podbiorą im klientów, bo przecież taka rywalizacja wewnątrz grupy nie miałaby sensu. Chodzi raczej o specjalizację (np. notyfikację otrzymał Allianz Marine & Aviation Versicherung AG), czy też o to, aby firmy klienci z danych krajów były obsługiwane przez spółki, które je wcześniej ubezpieczały na rodzimym rynku.

Ale większość firm, które zarejestrowały się po 1 maja ub.r. w polskim nadzorze, to na naszym rynku nowicjusze. Raczej nie można przypuszczać, że wystąpiły o notyfikację tylko dla sztuki, bo to zbyt duzi i poważni gracze (jest wśród nich np. francuski gigant AXA, którego trzy spółki chcą działać w Polsce). Należy przypuszczać, że na początek uwaga zachodnich firm skupi się na segmencie klientów korporacyjnych, wartym około 5 mld zł. Powód - pozyskanie kontraktów wśród polskich przedsiębiorstw. Jest to o tyle łatwiejsze, że nie trzeba budować kosztownej sieci oddziałów, wystarczy pośrednictwo firm brokerskich. Część działających u nas firm to przecież spółki córki zagranicznych koncernów, które ubezpieczają swoje zakłady produkcyjne w ramach tzw. światowych programów. Ich obsługa powierzona była lokalnym operatorom (w ramach tzw. frontingu), teraz składka bez żadnych prowizji trafi bezpośrednio do kasy europejskich ubezpieczycieli. Choć działają oni dopiero od niecałego roku, to transfer portfeli zaczyna być już widoczny. Z danych nadzoru wynika, że w ub.r. spadł przypis składki w ubezpieczeniach lotniczych i morskich, a te właśnie są domeną wielkich światowych firm asekuracyjnych. Specjaliści nie mają wątpliwości - z czasem zachodni ubezpieczyciele sięgną do kieszeni klientów indywidualnych, czy to dzięki sprzedaży bezpośredniej (np. poprzez internet) albo też za pośrednictwem dużych niezależnych sieci agencyjnych.

Polskie platformy

Z dobrodziejstw "single passport" chcą korzystać również towarzystwa zarejestrowane w Polsce. Są to przede wszystkim spółki córki zachodnich koncernów (wyjątkiem jest Cigna STU, która jest prawie cała w rękach polskiego kapitału - rodziny Gudzowatych wraz z podmiotami zależnymi). Głównym celem ekspansji są nowe kraje członkowskie Unii Europejskiej (tu znowu wyjątkiem jest Cigna STU, które chce wejść na rynek niemiecki i szwedzki). Przy czym na razie Polska staje się platformą rozwoju tych firm wyłącznie w kierunku wschodnim i północno-wschodnim. Amerykanie z AIG chcą wykorzystać polską spółkę Amplico-Life do ekspansji w krajach nadbałtyckich: na Litwie, Łotwie oraz w Estonii.

Także na Litwie działa już na podstawie jednolitej licencji majątkowe Gerling Polska TU. Powód? Niemiecka centrala nie ma tam spółki zależnej - polska filia dostała więc zadanie przejąć i obsługiwać klientów, głównie oddziały niemieckich firm (core business Gerlinga to ubezpieczenia dużych podmiotów gospodarczych). Do krajów nadbałtyckich wybiera się na początek francuskie Cardif Polska TUnŻ, specjalizujące się w bancassurance (np. ubezpieczeniach kredytu). Spółka w Polsce przebojem zdobyła rynek, teraz gdy generuje już pokaźne zyski, przyszedł czas na inwestycje poza granicami naszego kraju. Ale Estonia, Łotwa czy Litwa to tylko pierwszy krok w tej ekspansji. W planach jest również wejście na Ukrainę (później także do Rosji), ale również na rynki południowe, np. na Słowację oraz do Bułgarii i Rumunii (oba te kraje powinny znaleźć się w Unii Europejskiej w 2007 r.).

O ekspansji na południu Europy poważnie myśli również TUnŻ CitiInsurance Polska, także specjalizujące się w bancassurance. W najbliższych tygodniach spółka zamierza rozpocząć działalność na Węgrzech. Kolejnym celem będą Czechy i Słowacja.

Warto dodać, że poza granicami, już za pośrednictwem spółek córek, działają grupy: PZU i Commercial Union. Nasz narodowy ubezpieczyciel jest obecny na Litwie (ma około 15-16% rynku), a także od początku br. także na Ukrainie (ok. 4%). CU, którego litewski oddział w ciągu ponad dwóch lat zdobył silną pozycję u naszych sąsiadów, przymierza się do wejścia na rynki: łotewski, estoński oraz słowacki.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama