WIG20 obronił wsparcie wynikające ze styczniowego dołka (1832 pkt), będącego jednocześnie tegorocznym minimum. Niedźwiedzie też mają się jednak czym pochwalić, bo sam fakt, że indeks dotarł do wspomnianego wsparcia oznacza, że spadki zabrały całe zyski ze styczniowo-lutowej fali wzrostowej.
Odbicie od bariery 1832 pkt daje pewne szanse na wyhamowanie tendencji zniżkowej. Tym bardziej że wczoraj WIG20 dotarł do mocno nachylonej przyśpieszonej linii trendu spadkowego, biegnącej po szczytach od początku kwietnia. Jej przebicie byłoby potwierdzeniem, że dynamika przeceny stopniowo słabnie. Widać to zresztą na podstawie obserwacji kolejnych ruchów w dół począwszy od początku kwietnia. Pierwsza fala spadkowa w tym czasie trwała dwa tygodnie i obniżyła wartość indeksu o 130 pkt. Druga "minifala" w końcu kwietnia przyniosła spadek o 70 pkt, ostatnio zaś kupujący pojawili się już po zniżce o nieco ponad 30 pkt. Ponadto kontynuacja odreagowania wiązałaby się ze wzrostem powyżej poziomu poprzedniego dołka (1855 pkt). Dotąd analogiczne minima skutecznie powstrzymywały korekty w górę.
Mimo powyższych czynników, na razie można jedynie spekulować na temat powstrzymania tendencji zniżkowej. Jak dotąd skala odbicia jest nieporównywalnie mniejsza niż skala poprzedniej średnioterminowej przeceny. Zagrożeń dla trendu nie widać na wykresie tygodniowym. Tutaj nieprzerwanie od 9 tygodni spada MACD.
Na niekorzyść WIG20 przemawia przy tym malejąca siła relatywna względem indeksu WIG. Charakterystyczne jest to, że trend spadkowy, trwający od końca lutego - choć objął praktycznie cały rynek - to dotkliwiej dał o sobie znać w przypadku największych spółek. Hossa blue chips z końca ub.r. odeszła w przeszłość. Wykres wspomnianej siły relatywnej zbliża się do minimum z sierpnia ub.r. Przyczynę tego zjawiska nietrudno wskazać - "winny" jest odpływ kapitału zagranicznego. Sygnałów zmiany tej sytuacji nie widać na rynku walutowym. Wczoraj złoty znowu tracił na wartości.