Podczas pierwszej prelekcji próbowano odpowiedzieć na pytanie "Czy warto czytać prospekty emisyjne". Według danych zebranych przez Notorię Serwis, od początku istnienia giełdy z powodu bankructw rynek opuściło 21 firm. Najwięcej ofert pierwotnych przeprowadzono w latach 1998-1999. Firmy, które wówczas debiutowały, stanowiły znaczący odsetek tych, które splajtowały. - Wchodziły na giełdę w okresie dobrej koniunktury, a inwestorzy kupowali ich papiery. To nie znaczy, że teraz będzie podobnie. Rynek jest bardziej doświadczony - zastrzegł Artur Sierant, prezes NS.
NS do firm szczególnie narażonych na bankructwo zalicza przede wszystkim spółki, które od początku były prywatne. Historia pokazuje, że najczęściej plajtowały firmy handlowe, tzw. leasingu pracowniczego, a prywatyzowane - nigdy. Ryzyko, które towarzyszy inwestycji w akcje, jest zapisane w prospekcie. Nie podaje się go jednak jak na tacy.
Jakie zagrożenia
Według NS, analizę prospektu należy podzielić na trzy etapy: próbę identyfikacji zagrożeń, analizę perspektyw rozwoju spółki i własną wycenę akcji.
- Jeśli zagrożeń jest zbyt wiele - nie przechodźcie państwo do kolejnego etapu analizy. Naszym zadaniem jest w pierwszej kolejności ochrona kapitału, a dopiero w następnej - jego pomnażanie - mówił A. Sierant. Radził powrócić do lektury prospektu dopiero wówczas, gdy akcje danej firmy zostaną odpowiednio przecenione. Do bardzo istotnych punktów analizy ryzyka zaliczył m.in. zagrożenia związane z otoczeniem, w którym działa firma (zaważyły na wycenie rynkowej akcji Impelu).