Reklama

Ryzyko wyczytane z prospektu

W tym roku w corocznym zjeździe inwestorów indywidualnych w Zakopanem uczestniczy ok. 200 osób. Spotkaniom organizowanym przez SII pod nazwą Wall Street 2005 towarzyszą panele dyskusyjne, prelekcje ekspertów oraz prezentacje obecnych i przyszłych spółek giełdowych.

Publikacja: 13.05.2005 08:43

Podczas pierwszej prelekcji próbowano odpowiedzieć na pytanie "Czy warto czytać prospekty emisyjne". Według danych zebranych przez Notorię Serwis, od początku istnienia giełdy z powodu bankructw rynek opuściło 21 firm. Najwięcej ofert pierwotnych przeprowadzono w latach 1998-1999. Firmy, które wówczas debiutowały, stanowiły znaczący odsetek tych, które splajtowały. - Wchodziły na giełdę w okresie dobrej koniunktury, a inwestorzy kupowali ich papiery. To nie znaczy, że teraz będzie podobnie. Rynek jest bardziej doświadczony - zastrzegł Artur Sierant, prezes NS.

NS do firm szczególnie narażonych na bankructwo zalicza przede wszystkim spółki, które od początku były prywatne. Historia pokazuje, że najczęściej plajtowały firmy handlowe, tzw. leasingu pracowniczego, a prywatyzowane - nigdy. Ryzyko, które towarzyszy inwestycji w akcje, jest zapisane w prospekcie. Nie podaje się go jednak jak na tacy.

Jakie zagrożenia

Według NS, analizę prospektu należy podzielić na trzy etapy: próbę identyfikacji zagrożeń, analizę perspektyw rozwoju spółki i własną wycenę akcji.

- Jeśli zagrożeń jest zbyt wiele - nie przechodźcie państwo do kolejnego etapu analizy. Naszym zadaniem jest w pierwszej kolejności ochrona kapitału, a dopiero w następnej - jego pomnażanie - mówił A. Sierant. Radził powrócić do lektury prospektu dopiero wówczas, gdy akcje danej firmy zostaną odpowiednio przecenione. Do bardzo istotnych punktów analizy ryzyka zaliczył m.in. zagrożenia związane z otoczeniem, w którym działa firma (zaważyły na wycenie rynkowej akcji Impelu).

Reklama
Reklama

Z kolei podczas oceny perspektyw rozwoju firmy, sprzedającej akcje należy według niego zwrócić uwagę na język, którym opisuje cele i plany. - Jeśli jest to nowomowa o charakterze marketingowym, w stylu "celem spółki jest budowanie wartości dla akcjonariuszy", należy przyjąć, że wizji rozwoju nie ma - mówił A. Sierant.

Perspektywy dobre i złe

Ktoś, kto chce sprawdzić, jak rozwija się spółka, nie może pominąć analizy jej sprawozdań finansowych: od opinii biegłego rewidenta, przez sprawdzenie, jak powstał wynik roku poprzedzającego debiut spółki na giełdę. Warto zadać sobie pytanie, czy jego powtórzenie będzie możliwe, czy też firma traci rynek, a zysk osiąga dzięki zdarzeniom nadzwyczajnym, takim jak sprzedaż nieruchomości. Uwagę należy też poświęcić sprawozdaniom pro forma. Opublikowała je właśnie w prospekcie Grupa Lotos. Do tak zaprezentowanych wyników należy podchodzić ze świadomością, że nie zostały w nich ujęte koszty konsolidacji nowych firm w grupie.

Jeśli zarząd nie zdecydował się umieścić w prospekcie prognoz finansowych, trzeba się upewnić, że nie opublikowało ich biuro oferujące akcje spółki. Jeśli tak jest, a zarząd nie odżegnuje się od nich, możemy mieć do czynienia z tzw. nieoficjalną prognozą.

Istotną kwestią jest również wielkość oferty, która daje pojęcie o przyszłej płynności akcji, która ma wpływ na wycenę w przyszłości. Biorąc udział w niewielkiej emisji niewielkiej firmy należy oczekiwać dyskonta związanego z tym, że później będzie ona niedoceniona.

W części prospektu poświęconej danym o emisji warto przyjrzeć się temu, kto sprzedaje papiery (państwo, fundusz private equity, założyciele czy sama spółka). Do najbezpieczniejszych inwestycji NS zalicza prywatyzacje (papiery często sprzedawane z dyskontem), a także sprzedaż przez fundusze, które lokują pieniądze w atrakcyjnych branżach i pomagają firmie osiągnąć stabilną sytuację finansową. Nie najgorszą lokatą są emisje nowych papierów. Jeśli jednak walory sprzedają założyciele spółki, należy zwrócić uwagę, dlaczego to robią i dlaczego wybrali ten, a nie inny moment. Cenną informacją są także dane o transakcjach zawieranych na akcje firmy w przeszłości. Przykładem przytoczonym przez NS był sposób, w jaki właściciele FAM weszli w posiadanie papierów tej firmy. Odkupili je od NFI po cenie zbliżonej do 4 zł w 2003 r. Niedługo potem FAM zaoferował akcje w publicznej ofercie po 17 zł.Skok na kasę?

Reklama
Reklama

Ostatnim etapem analizy prospektu powinna być samodzielna wycena oferowanych akcji. Każdy z inwestorów powinien spróbować też odpowiedzieć na pytanie, czy giełda jest dla emitenta metodą na zdobycie finansowania, czy celem samym w sobie. Ta ostatnia sytuacja jest zwana popularnie "skokiem na kasę".

(Zakopane)

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama