Reklama

Makler przegrywa z komputerem

Tradycyjny system obrotu na giełdzie (tzw. open outcry) odchodzi do lamusa. Największy bastion maklerów handlujących w sposób tradycyjny na parkiecie, czyli New York Stock Exchange, właśnie przymierza się do rewolucyjnych zmian. Wszystko wskazuje na to, że za kilka lat na giełdach będą dominować już wyłącznie elektroniczne systemy transakcyjne.

Publikacja: 21.05.2005 08:19

Open outcry to sposób handlu, który jest obecny na giełdach od początku ich istnienia, czyli w USA od końca XVIII wieku. Inwestorzy po prostu przenieśli tradycyjną metodę handlowania bydłem czy zbożem, za pomocą gestów i okrzyków, na rynek papierów wartościowych. Przez blisko 200 lat system został udoskonalony. Współczesny makler dysponuje szeroką gamą różnych gestów i znaków, rozpoznawalnych tylko przez specjalistów, które umożliwiają mu zawieranie transakcji. Szanse na to, że tradycja wygra z nowoczesną technologią, są jednak coraz mniejsze.

Europejska rewolucja końca

XX wieku

Open outcry zaczął przegrywać z elektroniką w latach 80. i 90. ubiegłego wieku. Wówczas na wprowadzenie elektronicznych systemów obrotu zdecydowały się największe giełdy ze Starego Kontynentu. W Londynie powstała sieć handlu o nazwie SETS i z ostatniego tradera na parkiecie zrezygnowano już w 1986 r. Paryż uruchomił system Nouveau Super CAC (NSC), obejmujący teraz wszystkie rynki wchodzące w skład sojuszu Euronext. Frankfurt wprowadził Xetrę (działa teraz też m.in. w Wiedniu i Dublinie, wdrażana jest w Szanghaju, prawdopodobnie niebawem trafi do Budapesztu). Maklerzy handlujący na parkiecie tradycyjną metodą praktycznie z dnia na dzień stracili na znaczeniu. Część z nich pozostała, ale już w innej roli. Niektórzy zwiedzający giełdę frankfurcką, podglądający z balkonów pracę maklerów, mogą nie zdawać sobie sprawy, że specjaliści ci odpowiadają za niecały 1% obrotów na niemieckim parkiecie i pełnią swoistą rolę muzealnego eksponatu. 99% obrotów generują komputery obsługujące system Xetra nie w głównym gmachu giełdy, lecz w nowoczesnym centrum informatycznym zlokalizowanym na obrzeżach Frankfurtu.

W sposób elektroniczny handluje się na giełdach środkowoeuropejskich, które powstawały dopiero w latach 90. ubiegłego wieku. W Warszawie działa np. Warset wzorowany na NSC.

Reklama
Reklama

Nie tylko giełdy akcji

Londyński rynek derywatów Liffe (kilka lat temu znalazł się w rękach Euronextu) zrezygnował z open outcry w listopadzie 2000 r. W ubiegłym miesiącu ostatni raz maklerzy gestykulowali na londyńskiej giełdzie petrochemicznej IPE. Cieszący się coraz większą popularnością rynek całkowicie przestawił się na elektronikę. Jedyną londyńską giełdą, która wciąż stawia na open outcry, jest London Metal Exchange, na której obraca się kontraktami na takie surowce, jak miedź, aluminium czy cyna.

Co ciekawe, zupełnie wbrew trendowi postanowiła działać nowojorska giełda NYMEX, główne miejsce obrotu kontraktami na ropę za Atlantykiem. Amerykanie postanowili rzucić wyzwanie IPE i rozpoczęli ofensywę na Starym Kontynencie. W listopadzie ub.r. uruchomili filię w Dublinie, gdzie rozpoczęto handel wyłącznie w systemie open outcry. Teraz zapowiadają kolejny krok - otwarcie drugiego oddziału, "pod nosem" rywala, czyli w Londynie. Na razie tradycja w Irlandii zdecydowanie przegrywa z elektroniką w Wielkiej Brytanii. Obroty na NYMEX w Dublinie stanowią zaledwie niecałe 2% handlu na IPE, choć należy pamiętać, że londyńska giełda działa już od lat, a Amerykanie w Europie dopiero raczkują.

Ameryka w tyle, ale nadrabia dystans

W ostatnich latach bastionem open outcry pozostały praktycznie tylko rynki amerykańskie, a w szczególności największa giełda na świecie - New York Stock Exchange. Wszystko wskazuje jednak na to, że niebawem maklerzy znikną również z NYSE. W ubiegłym miesiącu nowojorska giełda zapowiedziała rewolucyjne zmiany, ogłaszając plany fuzji z elektroniczną platformą handlu - Archipelago. Takich platform, tzw. ECN-ów, działa za Atlantykiem kilka (m.in. należący do Reutera Instinet, który ma być kupiony przez rynek Nasdaq) i zabierają one coraz więcej obrotu tradycyjnym giełdom.

Głównym powodem, dla którego NYSE chce połączyć się z Archipelago, nie może być nic innego, jak chęć przestawienia się na nowoczesny elektroniczny system handlu - argumentują analitycy. Tym bardziej że największa światowa giełda miała ostatnio kłopoty z własnymi maklerami. Po trzyletnim śledztwie prokuratura zarzuciła nadużycia siedmiu firmom prowadzącym usługi maklerskie na parkiecie. Sprawa zakończyła się ostatecznie ugodą i karami w wysokości 240 mln USD. Chodziło m.in. o to, że maklerzy zamiast wybierać najlepsze zlecenie dla klienta, najpierw grali na własny rachunek. Taka sytuacja nie mogłaby się zdarzyć w przypadku elektronicznego systemu automatycznie porównującego zlecenia - argumentowali zwolennicy nowoczesności na giełdach. Czy rzeczywiście open outcry jest tak bardzo niedoskonały w porównaniu z systemami elektronicznymi?

Reklama
Reklama

Twarzą w twarz z klientem

Harold Lavender, który przepracował 27 lat na parkiecie giełdy derywatów Chicago Board of Trade (CBoT), uważa, że tradycyjny system ma sporą przewagę nad obrotem elektronicznym. Podkreśla, że zaprogramowany, informatyczny system nie jest w stanie przeprowadzić bardziej skomplikowanych transakcji, w przypadku których potrzebna jest ludzka zdolność abstrakcyjnego myślenia i możliwość wyboru. - Elektroniczny system, który jest anonimowy, daje dużo większą możliwość manipulacji na rynku - twierdzi trader z Chicago. - Poza tym elektroniczny system nie może stanąć twarzą w twarz z klientem, tak jak makler z parkietu. Wielu inwestorów ma duże zaufanie do ekspertów z parkietu, oczywiście pod warunkiem, że są oni rzetelni i uczciwi - dodaje.

Chicago już elektroniczne

Harold Lavender broni open outcry, ale na jego macierzystej giełdzie dominuje elektronika. Automatyczne systemy, które pojawiły się na CBoT już pod koniec lat 80. ubiegłego wieku, odpowiadają teraz za ok. 80% obrotu na tym czołowym amerykańskim rynku kontraktów terminowych. Także sąsiednia Chicago Mercantile Exchange (CME), staje się coraz bardziej nowoczesna. Giełda, która jako pierwsza w USA wprowadziła swoje akcje do publicznego obrotu, wykorzystuje już elektroniczne systemy w ponad 50%.

Nie bez znaczenia dla procesu unowocześniania giełd w Chicago było wejście na rynek amerykański europejskiego rynku derywatów Eurex (należy do giełd w Zurychu i we Frankfurcie). Eurex US, który ruszył wiosną ub.r., od razu postawił na nowoczesną technologię, instalując za Atlantykiem swoje terminale.

Dzwon zamilknie

Reklama
Reklama

Choć przy okazji ogłaszania fuzji z Archipelago prezes NYSE John Thain zapewniał, że zamierza wprowadzić na rynku połączony handel (trochę elektroniki, trochę tradycji), eksperci jednym głosem mówią, że epoka open outcry dobiega końca. - To koniec tradycyjnego parkietu bez względu na to, co mówi prezes Thain - twierdzi Junius Peake, profesor finansów z University of Northern Colorado. - Za kilka czy kilkanaście lat nie będzie już tradycyjnego uderzania w dzwon na otwarcie sesji. Bo nie będzie ludzi na parkiecie, a transakcje będą przeprowadzać komputery - dodaje.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama