Open outcry to sposób handlu, który jest obecny na giełdach od początku ich istnienia, czyli w USA od końca XVIII wieku. Inwestorzy po prostu przenieśli tradycyjną metodę handlowania bydłem czy zbożem, za pomocą gestów i okrzyków, na rynek papierów wartościowych. Przez blisko 200 lat system został udoskonalony. Współczesny makler dysponuje szeroką gamą różnych gestów i znaków, rozpoznawalnych tylko przez specjalistów, które umożliwiają mu zawieranie transakcji. Szanse na to, że tradycja wygra z nowoczesną technologią, są jednak coraz mniejsze.
Europejska rewolucja końca
XX wieku
Open outcry zaczął przegrywać z elektroniką w latach 80. i 90. ubiegłego wieku. Wówczas na wprowadzenie elektronicznych systemów obrotu zdecydowały się największe giełdy ze Starego Kontynentu. W Londynie powstała sieć handlu o nazwie SETS i z ostatniego tradera na parkiecie zrezygnowano już w 1986 r. Paryż uruchomił system Nouveau Super CAC (NSC), obejmujący teraz wszystkie rynki wchodzące w skład sojuszu Euronext. Frankfurt wprowadził Xetrę (działa teraz też m.in. w Wiedniu i Dublinie, wdrażana jest w Szanghaju, prawdopodobnie niebawem trafi do Budapesztu). Maklerzy handlujący na parkiecie tradycyjną metodą praktycznie z dnia na dzień stracili na znaczeniu. Część z nich pozostała, ale już w innej roli. Niektórzy zwiedzający giełdę frankfurcką, podglądający z balkonów pracę maklerów, mogą nie zdawać sobie sprawy, że specjaliści ci odpowiadają za niecały 1% obrotów na niemieckim parkiecie i pełnią swoistą rolę muzealnego eksponatu. 99% obrotów generują komputery obsługujące system Xetra nie w głównym gmachu giełdy, lecz w nowoczesnym centrum informatycznym zlokalizowanym na obrzeżach Frankfurtu.
W sposób elektroniczny handluje się na giełdach środkowoeuropejskich, które powstawały dopiero w latach 90. ubiegłego wieku. W Warszawie działa np. Warset wzorowany na NSC.