Unilever, który ma dwie centrale w Londynie i Rotterdamie, słynie przede wszystkim z produkcji artykułów chemii gospodarczej, takich jak proszki do prania, czy inne środki czyszczące, a także produktów spożywczych (m.in. herbata Liptona). Do tej pory miał też dział produkujący perfumy, m.in. pod takimi markami, jak Eternity i Lagerfeld. Teraz go sprzeda amerykańskiemu Coty, który wytwarza m.in. serie Davidoff, Stetson i Jil Sander.
- To strategicznie bardzo dobre posunięcie ze strony Unilevera. Dział perfum nie nadążał za innymi jednostkami w firmie, a cena, za jaką mają go kupić Amerykanie wygląda bardzo sensownie - powiedział agencji Bloomberga Oscar Poos analityk z amsterdamskiego oddziału Fortis. Reakcja rynku potwierdziła jego słowa. W piątek akcje brytyjsko-holenderskiego konglomeratu zdrożały na giełdzie w Amsterdamie prawie o 2%.
Analitycy podkreślają, że od czasu, kiedy na czele Unilevera stanął nowy prezes Patrick Cescasu, czyli od 10 lutego, walory konglomeratu zdrożały już o 5,3%. Wcześniej, aż przez cztery lata, prawie nieustannie taniały. Nowy prezes poza wyprzedażą mniej rentownych oddziałów zapowiedział też już w lutym m.in. wykup akcji spółki (buy back) za 500 mln euro. Oświadczył też, że jego działania będą nakierowane na to, żeby spółka utrzymała swój bardzo dobry rating kredytowy.
Bloomberg