- Rzeczywiście niewielu członków najwyższych kierownictw dużych firm decyduje się na szkolenia. Znacznie lepiej ta sytuacja wygląda w przypadku mniejszych firm, gdzie świadomość bezpośredniego związku własnego wykształcenia i przygotowania z sukcesem firmy jest znacznie wyższa - mówi Michał Chlebowski, manager z Ernst & Young Academy of Business.
Specjalnie dla prezesów
Z doświadczeń polskich firm szkoleniowych wynika, że na kursach dla menedżerów najwyższego stopnia prezesi dużych firm pojawiają się tylko "wirtualnie". - Widoczna jest tendencja do bardzo ostrożnego i uważnego doboru programów szkoleniowych przez członków zarządów (w odróżnieniu od sytuacji sprzed kilku lat, kiedy to wszyscy chcieli się szkolić ze wszystkiego). Już nie wystarcza typowa ogólna wiedza. Dlatego coraz większą popularność osiągają programy specjalistyczne, kładące nacisk na jakąś konkretną dziedzinę zarządzania, a przede wszystkim prezentujące stronę praktyczną. Najlepszym przykładem jest tutaj program studiów podyplomowych Executive Studies in Finance prowadzony wspólnie przez Ernst & Young Academy of Business i Szkołę Główną Handlową w Warszawie - twierdzi Chlebowski.
Wielu ludzi (w tym sami szefowie) twierdzą, że szkolenia - choć pożyteczne w założeniu - mogą być obnażeniem słabości uczestników (skoro się decydujesz na uczestnictwo w szkoleniu, to znaczy, że masz jakieś braki). Z drugiej strony bez ciągłych kontaktów z najnowszą wiedzą i dobrymi praktykami w najróżniejszych dziedzinach każdy menedżer nie tylko nie idzie do przodu, ale wręcz cofa się, a więc i jednostka, którą zarządza, musi na tym ucierpieć w dłuższej perspektywie.
Czego brakuje szefom