- To, że piętnasta debiutująca w tym roku na GPW spółka jest dobrą firmą, widać chociażby po 10-procentowej "przebitce" na debiucie, podczas gdy główne indeksy giełdowe traciły na wartości - skomentował pierwsze notowanie Leny Lighting Andrzej Sopoćko, wiceprezes GPW.
Akcje producenta i dystrybutora opraw oświetleniowych ze Środy Wielkopolskiej zadebiutowały na giełdzie po 7,85 zł, czyli 10,6% powyżej ceny z majowej oferty publicznej (7,1 zł). Ci, którzy z realizacją zysków czekali do zamknięcia notowań, mogli sprzedać akcje po 7,5 zł i zarobić 5,6%.
Instytucje nie sprzedają
Udany debiut Leny Lighting mógł być miłym zaskoczeniem, zważywszy na nie najlepszą koniunkturę na rynku pierwotnym oraz fakt, że oferta publiczna spółki nie była interesująca dla inwestorów indywidualnych (nabyli tylko 442 tys. akcji, a transza detaliczna liczyła 1,55 mln sztuk). Z drugiej strony, przedsiębiorstwo przypadło do gustu instytucjom finansowym, które w book-buildingu zgłosiły popyt trzykrotnie przekraczający przewidzianą dla nich pulę akcji. Zwyżka na debiucie nie zachęciła ich też do sprzedaży papierów Leny. Świadczy o tym notowanie PDA, których właścicielami są wyłącznie inwestorzy instytucjonalni. Wczoraj właściciela zmieniło tylko 7,6 tys. praw do akcji.
"Wypełnimy prognozy"