Ostatnia sesja tego tygodnia była dość specyficzna. Po pierwsze, w jej trakcie ukazał się ważny raport dotyczący amerykańskiego rynku pracy. Po drugie, kilkakrotnie popyt zmagał się z oporem, którego w końcu nie był w stanie pokonać.
Notowania rozpoczęły się blisko poziomu czwartkowego zamknięcia. Jeszcze przed 10.00 ceny sięgnęły poziomu 1930 pkt, ale nic z tego nie wyszło. Gdy ruszyły notowania na rynku akcji, popyt ponownie zaatakował. Maksimum zostało poprawione o 1 pkt, ale i tym razem opór się utrzymał. Do 13.00 były jeszcze dwa takie podejścia. Żadne nie zakończyło się sukcesem. Im bliżej było publikacji danych w Stanach, tym rynek był spokojniejszy. Posiadacze długich pozycji mogli jeszcze liczyć na to, że dobre wiadomości zmienią nastroje. Niestety, takie nie były. Wprawdzie w Stanach szybko komentowano je jako sprzyjające wyhamowaniu podwyżek stóp procentowych, ale nasi gracze doszli do wniosku, że lepiej już nie będzie. Ostatnia godzina to spadek i wyznaczenie minimum sesji. Zamknięcie jest nieco wyżej dzięki akcji popytu w ostatnich minutach.
Co dalej? Walka na oporze bykom się nie udała, ale ceny nadal są blisko. Czwartkowy wzrost nie został zanegowany. Zatrzymanie na poziomie oporu jeszcze nie jest tragedią, ale dobrze by było, gdyby popyt w poniedziałek postarał się zaatakować. Inaczej może dojść do mocniejszego odbicia. Wtedy poważnie zagrożony będzie poziom dołka z 1 czerwca.
W nieco dłuższej perspektywie realizuje się scenariusz wahań między 1800-1930 pkt. Poniedziałek powinien nam odpowiedzieć na pytanie, czy atak na 2000 pkt jest w najbliższym czasie realny. Można przypuszczać, że ewentualny spadek cen oddali taką możliwość przynajmniej na tydzień.