Pod znakiem spadku cen akcji przebiegły ostatnie sesje mijającego tygodnia na największych giełdach światowych. Tradycyjnie uwaga skierowana była na rynek amerykański, gdzie w piątek publikowano dane na temat rynku pracy w maju. Niestety, nie okazały się dobre. Przybyło tylko 78 tys. nowych etatów, choć ekonomiści spodziewali się wzrostu o 175 tys. To mizerny wynik zważywszy na fakt, że w kwietniu przybyło 274 tys. miejsc pracy, więcej od oczekiwań.

Same doniesienia z rynku pracy być może nie spowodowałyby zniżki amerykańskich indeksów. Tym bardziej, że niektórzy inwestorzy mogli odebrać te dane pozytywnie. Oznaczają bowiem, że Fed nie będzie musiał raczej przyspieszać tempa podwyżek stóp procentowych (jak będzie wyglądać polityka amerykańskiego banku centralnego w najbliższym czasie być może dowiemy się w przyszłym tygodniu, z wystąpień Alana Greenspana w Kongresie). Jednak w piątek innym bodźcem do wyprzedawania akcji były też informacje na temat wzrostu cen ropy naftowej. Na nowojorskiej giełdzie NYMEX baryłka tego surowca znów kosztowała powyżej 54 USD, choć jeszcze dwa tygodnie temu cena oscylowała wokół 50 USD.

Także spółki nie rozpieszczały w piątek inwestorów. Jednym z liderów spadków był Apple, którego akcje staniały w pierwszej połowie sesji w Nowym Jorku o 4,5%. Potentat informatyczny zapowiedział wypłacenie odszkodowań dla posiadaczy starszej wersji cyfrowego odtwarzacza muzyki - iPod, która miała problemy z bateriami. Także inna spółka informatyczna, producent oprogramowania dla przedsiębiorstw - Cognos - rozczarowała inwestorów, redukując prognozę na bieżący kwartał.

W takich warunkach indeks Nasdaq Composite, mierzący koniunkturę w branży high-tech, stracił do godz. 22.00 naszego czasu 1,25%. Dow Jones Industrial Average obniżył się o 0,80%. W ślad za indeksami amerykańskimi poszły wskaźniki z Europy, gdzie również jako główny powód spadku kursów wymieniano gorsze wieści z rynku pracy w USA. Londyński FT-SE 100 spadł o 0,11%, frankfurcki DAX o 0,48% a paryski CAC-40 o 0,51%.