Reklama

Bliski atak na szczyt hossy

Amerykański indeks S&P 500 ma szansę dotrzeć niebawem do tegorocznego szczytu. Wówczas rozstrzygnie się, czy rynki za oceanem czeka nowy etap hossy, czy może - tak jak to było w ostatnich miesiącach - nagła, niekorzystna zmiana nastrojów. Na razie rolę lidera pełnią giełdy europejskie, gdzie indeksy wspinają się na kilkuletnie maksima.

Publikacja: 13.06.2005 09:57

Dotąd pierwsza połowa roku wygląda na amerykańskich rynkach bardzo podobnie, jak analogiczny okres ub.r. Nastroje zmieniają się zanim zdąży wykształcić się trwały trend. W efekcie S&P 500 oscyluje wciąż wokół tego samego poziomu, za który można przyjąć 1181 pkt, czyli połowę przedziału między marcowym szczytem (1225 pkt) a kwietniowym dołkiem (1137 pkt). Ruchy indeksu w ostatnich 5-6 miesiącach przypominają tzw. powracanie do średniej - kiedy S&P 500 za bardzo oddali się w dół lub w górę od swojej przeciętnej wartości, następuje szybka korekta. Jest ona tym głębsza, im silniejszy był wcześniejszy ruch w przeciwnym kierunku. Przed rokiem sytuacja była niemal identyczna, tyle że indeks oscylował wokół niższego poziomu (ok. 1110-1120 pkt).

Korekta w gospodarce

To niezdecydowanie i zmienne nastroje inwestorów mają źródło w koniunkturze gospodarczej. Wskaźniki ekonomiczne nie dają jednoznacznych sygnałów. Amerykańska gospodarka od maja 2004 r. stopniowo zwalnia. Roczna dynamika produkcji przemysłowej zmalała z 5,4% do 3,1% w kwietniu. Z drugiej strony jest to jedynie korekta wcześniejszego gwałtownego ożywienia trwającego od połowy 2003 r., kiedy to dynamika produkcji podskoczyła z -1,7% do ponad 5%.

W ciągu ostatniego roku S&P 500 jest mniej wrażliwy właśnie na spadającą dynamikę produkcji, a bardziej na inflację. I co ciekawe, jest to zależność pozytywna, a nie negatywna. Listopadowe wybicie w górę na rynku akcji pokryło się w czasie ze wzrostem wskaźnika CPI (obrazującego zmiany cen produktów konsumpcyjnych) ponad lipcowe maksimum (3,3%). Listopadowe maksimum inflacji (3,5%) poprzedziło grudniowy szczyt indeksu. Podobnie mniejsza presja inflacyjna w pierwszych miesiącach tego roku przyniosła korektę kursów akcji. W kwietniu CPI powrócił do grudniowego maksimum - nie przypadkiem od tego czasu trwa zwyżka notowań. Wygląda na to, że rynki traktują obecnie inflację jako lepszy wskaźnik koniunktury niż produkcja przemysłowa (w przeciwieństwie do 2003 r., kiedy CPI spadał, a kursy rosły). To dość zaskakująca zależność z uwagi na obawy przed radykalnymi podwyżkami stóp procentowych.

Szczyty w zasięgu ręki

Reklama
Reklama

Analiza techniczna daje szanse na zwyżkę S&P 500 przynajmniej do 1225 pkt. Na tej wysokości znajduje się tegoroczny szczyt z marca. Indeksowi udało się pokonać wcześniej opór w postaci kwietniowego maksimum (1191 pkt). Korzystnie przedstawiają się też wskaźniki techniczne. Zarówno oscylator stochastyczny, jak i histogram MACD wyszły już dawno ze strefy silnego wykupienia. Nie ma więc przeszkód do kontynuacji zwyżki.

Szansę na powrót do niedawnej formy ma też rynek technologiczny, który osłabł nieco na przełomie maja i czerwca. Wtedy nie udało się pokonać oporu wynikającego z serii szczytów z lutego i marca (ok. 2090 pkt). Ponieważ korekta spadkowa była jednak bardzo łagodna, ponowny atak na ten poziom może być kwestią najbliższego czasu. Podobnie jak w przypadku S&P 500, pokonanie tej bariery otworzy drogę do kolejnego oporu. Tutaj jest nim maksimum z końca ub.r. - 2178 pkt.

Europejskie indeksy

w obłokach

Utrzymuje się przewaga europejskich indeksów nad tymi zza oceanu. W pewnym stopniu jest to zapewne efekt słabnącego euro, które sprzyja eksporterom na Starym Kontynencie. Ponieważ trend spadkowy wspólnej waluty jest dość silny, przewaga europejskich akcji także może być trwalszą tendencją. Niemiecki DAX - po pokonaniu marcowego szczytu - wspina się coraz wyżej w ramach długoterminowej hossy. Jest jeszcze trochę miejsca na dalszą zwyżkę, jeśli potencjał wzrostowy liczyć na podstawie szerokości wcześniejszej konsolidacji z okresu luty-maj. Obejmowała ona przedział o szerokości 250 pkt. Stąd można przyjąć, że DAX ma szansę dotrzeć przynajmniej do 4680 pkt.

Jeśli rozpatrywać sytuację w długim okresie, to DAX pokonał niedawno kolejne, 38-proc. zniesienie wielkiej bessy z lat 2000-2002. Następne zniesienie znajduje się dopiero powyżej 5160 pkt, tak więc dotarcie do niego to dłuższa perspektywa. Przebycie strefy między poprzednimi dwoma zniesieniami (23,6% i 38%) zajęło indeksowi aż półtora roku.

Reklama
Reklama

Z kolei ważny dla naszego rynku węgierski BUX znajduje się w położeniu zbliżonym nie do indeksów z Europy Zachodniej, a raczej do USA. Podobnie jak S&P 500, BUX pokonał kwietniowy szczyt i zbliża się do tegorocznego maksimum z marca.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama