Dotąd pierwsza połowa roku wygląda na amerykańskich rynkach bardzo podobnie, jak analogiczny okres ub.r. Nastroje zmieniają się zanim zdąży wykształcić się trwały trend. W efekcie S&P 500 oscyluje wciąż wokół tego samego poziomu, za który można przyjąć 1181 pkt, czyli połowę przedziału między marcowym szczytem (1225 pkt) a kwietniowym dołkiem (1137 pkt). Ruchy indeksu w ostatnich 5-6 miesiącach przypominają tzw. powracanie do średniej - kiedy S&P 500 za bardzo oddali się w dół lub w górę od swojej przeciętnej wartości, następuje szybka korekta. Jest ona tym głębsza, im silniejszy był wcześniejszy ruch w przeciwnym kierunku. Przed rokiem sytuacja była niemal identyczna, tyle że indeks oscylował wokół niższego poziomu (ok. 1110-1120 pkt).
Korekta w gospodarce
To niezdecydowanie i zmienne nastroje inwestorów mają źródło w koniunkturze gospodarczej. Wskaźniki ekonomiczne nie dają jednoznacznych sygnałów. Amerykańska gospodarka od maja 2004 r. stopniowo zwalnia. Roczna dynamika produkcji przemysłowej zmalała z 5,4% do 3,1% w kwietniu. Z drugiej strony jest to jedynie korekta wcześniejszego gwałtownego ożywienia trwającego od połowy 2003 r., kiedy to dynamika produkcji podskoczyła z -1,7% do ponad 5%.
W ciągu ostatniego roku S&P 500 jest mniej wrażliwy właśnie na spadającą dynamikę produkcji, a bardziej na inflację. I co ciekawe, jest to zależność pozytywna, a nie negatywna. Listopadowe wybicie w górę na rynku akcji pokryło się w czasie ze wzrostem wskaźnika CPI (obrazującego zmiany cen produktów konsumpcyjnych) ponad lipcowe maksimum (3,3%). Listopadowe maksimum inflacji (3,5%) poprzedziło grudniowy szczyt indeksu. Podobnie mniejsza presja inflacyjna w pierwszych miesiącach tego roku przyniosła korektę kursów akcji. W kwietniu CPI powrócił do grudniowego maksimum - nie przypadkiem od tego czasu trwa zwyżka notowań. Wygląda na to, że rynki traktują obecnie inflację jako lepszy wskaźnik koniunktury niż produkcja przemysłowa (w przeciwieństwie do 2003 r., kiedy CPI spadał, a kursy rosły). To dość zaskakująca zależność z uwagi na obawy przed radykalnymi podwyżkami stóp procentowych.
Szczyty w zasięgu ręki