Takie wnioski można wyciągnąć z kwotowań kontraktów FRA (forward rate agreement), które dotyczą wysokości rynkowych stóp procentowych za określony czas. Na przykład FRA6x9 to w istocie zakład, jaka będzie sześciomiesięczna stopa WIBOR za dokładnie pół roku. Wczoraj takie kontrakty były notowane na poziomie 4,77%, podczas gdy podstawowa stopa NBP wynosi 5,5%.

Jeszcze kilka dni temu dilerzy bankowi byli przekonani, że do końca roku stopy procentowe mogą spaść nawet o 100 punktów bazowych. Nadzieje na cięcie stóp zwiększyły się, kiedy GUS poinformował o kiepskim wzroście gospodarczym i inwestycjach w pierwszym kwartale. Złe dane były zaś poprzedzone deklaracją RPP, że bierze ona pod uwagę nie tylko inflację, ale i wzrost PKB.

Ekonomiści bankowi są znacznie mniejszymi optymistami. Obecnie większość jest przekonana, że w końcu roku główna stopa zatrzyma się na poziomie 5%, który i tak byłby najniższy w historii. Ale "przed PKB" znaczna część analityków była skłonna przypuszczać, że po dwóch obniżkach stóp w marcu i kwietniu kolejnych w tym roku możemy się nie doczekać.

Kto będzie miał rację? Przed rokiem, gdy stopa interwencyjna była na poziomie 5,25%, kwotowania FRA wskazywały, że rynek spodziewa się wzrostu stóp do 7%. Ekonomiści bankowi przewidywali 5,25%. Okazało się, że podstawowa stopa RPP zatrzymała się na poziomie 6,5%.