Metodologia jego liczenia jest już opracowana. Chciałbym, by w tym roku udało się wdrożyć odpowiednie zmiany w oprogramowaniu i rozpocząć publikację. Problemem jest jednak "konflikt zasobów ludzkich": aktualnie jesteśmy zaangażowani w szereg bardzo istotnych projektów wymagających rozwiązań IT - np. projekt FIX, widełki dynamiczne czy dostosowanie systemu giełdowego do nowej struktury kont depozytowych, co wpłynie na zakres danych przekazywanych między członkami giełdy i giełdą. Mam jednak nadzieję, że indeks zmienności będzie ostatecznie dostępny dla inwestorów.
Jak ocenia Pan start kontraktów terminowych na obligacje? Wolumen nie rośnie. Czyżby inwestorzy instytucjonalni nie byli nimi zainteresowani?
Kontrakty na obligacje to na pewno potrzebny instrument, zwłaszcza z punktu widzenia podmiotów posiadających znaczne pozycje w obligacjach skarbowych. Wśród nich są głównie banki i fundusze inwestycyjne oraz emerytalne, jak również firmy ubezpieczeniowe. Część banków z dużym entuzjazmem podeszła do nowego instrumentu i pełni rolę animatorów. Inne do tej pory nie mogą uporać się z różnymi kwestiami wewnętrznymi, czy to organizacyjnymi, czy też rozliczeniowymi lub technicznymi. Wkrótce możliwość korzystania z tego i innych instrumentów pochodnych dostaną OFE. Mam nadzieję, że wtedy kontrakty terminowe na obligacje skarbowe znajdą się w kręgu ich zainteresowania. Fundusze inwestycyjne czy też ubezpieczyciele obserwują rynek, ale jeszcze nie są jego aktywnymi uczestnikami. Częściowo narzekają na brak oferty pośrednictwa ze strony domów maklerskich.
Czy roli tej nie mogłyby przejąć banki?
Pośrednictwo banków bardzo by się przydało. Instytucje te doskonale znają rynek instrumentów dłużnych i potrafią w tym zakresie profesjonalnie obsługiwać swoich klientów. W tym segmencie rynku domy maklerskie mają jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Optymalnym rozwiązaniem byłoby umożliwienie bankom pośredniczenia na tym rynku. Jednak mimo naszych usilnych starań, jak również starań Związku Banków Polskich oraz MTS-CeTO, regulatorzy nie zdecydowali się jeszcze na takie posunięcie, argumentując to głównie brakiem skonsolidowanego nadzoru nad rynkiem. W tym przypadku potrzeba rynku okazała się jeszcze nie wystarczająca, by przekonać decydentów.
Czy korzystny trend, jeśli chodzi o liczbę nowych instrumentów pochodnych na GPW, będzie utrzymany w nadchodzących latach?