Do oferty publicznej dojdzie najprawdopodobniej po wakacjach - w III kwartale, choć w prospekcie z powodu błędu jest napisane, że będzie to II kwartał.

Ze sprzedaży 3 mln akcji (do obrotu zostało dopuszczonych również 8,5 mln "starych" walorów) firma chciałaby uzyskać 18 mln zł. Pieniądze w całości przeznaczy na inwestycje. Spółka prowadząca sklepy ze sprzętem sportowym nie planuje przejęć. Zamierza się rozwijać organicznie: chce w latach 2005-2006 otworzyć co najmniej siedem nowych placówek, dzięki czemu powierzchnia sprzedaży zwiększy się o 89%. W tej chwili Maks Sport ma osiem sklepów (trzy w Krakowie, po jednym we Wrocławiu, Bielsku-Białej, Bytomiu, Sosnowcu i Warszawie).

Inwestycje powinny się przełożyć na wyniki - podwojenie liczby sklepów w latach 2002-2004 dało dwukrotny wzrost sprzedaży i ośmiokrotny zysku netto.

Żeby zrealizować wszystkie plany, przedsiębiorstwo potrzebuje około 20 mln zł. Brakujące niemal 3 mln zł (prawie 1 mln zł pochłoną koszty emisji) mają jej zapewnić m.in. kredyty inwestycyjne. Dziś firma wymienia zadłużenie wśród czynników ryzyka. Na koniec pierwszego kwartału zobowiązania krótkoterminowe wynosiły 1,6 mln zł, długoterminowe 2,1 mln zł, a z tytułu leasingu - ponad 1 mln zł. Maks Sport tłumaczy to wykorzystywaniem dźwigni finansowej w działalności handlowej. Przedstawiciele firmy twierdzą jednak, że zagrożenie związane np. z możliwością wypowiedzenia kredytów kupieckich przez dostawców jest znikome - terminy płatności są coraz dłuższe.

Do tej pory spółka założona przez instruktorów narciarstwa rozwijała się powoli, nie korzystając z pomocy inwestorów. - Teraz chcemy przyspieszyć - twierdzi Artur Mikołajko, prezes spółki.