Za udzieleniem kanclerzowi wotum zaufania głosowało 151 deputowanych. Wymagana większość wynosiła 301 głosów. 148 posłów z tworzących rządową koalicję SPD i Zielonych wstrzymało się od głosu, zgodnie z sugestią kanclerza. Porażka w piątkowym głosowaniu była niezbędnym warunkiem zwrócenia się do prezydenta Niemiec Horsta Koehlera z wnioskiem o rozwiązanie parlamentu i rozpisanie przyspieszonych wyborów. Schroeder chce, by wyborcy w jesiennym głosowaniu udzielili mu nowego mandatu dla polityki reform gospodarczych i społecznych. Przede wszystkim chodzi o cięcia wydatków socjalnych i zmiany przepisów regulujących rynek pracy.
Obecny rząd rozpoczął w ub.r. reformy tych obszarów, ale skończyło się to dramatycznym spadkiem poparcia. Zmiany okazały się bowiem nie do przyjęcia dla zwolenników państwa opiekuńczego, czyli dla tradycyjnego elektoratu SPD. Dla partii konserwatywnych były zaś zbyt nieśmiałe, by zyskać ich poparcie. W rezultacie SPD przegrała w tym roku dwa głosowania do parlamentów lokalnych. W lutym w Szlezwiku-Holsztynie i w maju w Nadrenii Północnej - Westfalii. A to, zdaniem Schroedera, oznacza, że jego rząd nie może liczyć na nieograniczone zaufanie własnego zaplecza politycznego. Poza tym w wyniku wyborów lokalnych opozycja zyskała przewagę w izbie wyższej parlamentu, co umożliwia jej blokowanie wszelkich rządowych projektów. Kanclerz uznał więc, że w takich warunkach nie da się rządzić.
Podobnego zdania są wyborcy. W najnowszym sondażu opinii publicznej przeprowadzonym na zlecenie telewizji ARD, 68% Niemców opowiedziało się za szybkim rozwiązaniem parlamentu i wyborami na jesieni. Z tego samego sondażu wynika jednak, że SPD może liczyć na poparcie 26% wyborców, a na opozycyjną CDU głosowałoby teraz 44% Niemców.
Komentarz
Niemcy niezadowoleni z gospodarki