Początek bieżącego tygodnia przyniósł odwrócenie spadku notowań na rynku miedzi, w wyniku którego w miniony piątek znalazły się one na najniższym poziomie od miesiąca. Na Londyńskiej Giełdzie Metali surowiec ten stracił w zeszłym tygodniu 4,8% wartości, do czego przyczyniły się prognozy Societe Generale i Merrill Lynch. Eksperci tych instytucji oczekują wzrostu produkcji miedzi, który powinien złagodzić w drugim półroczu jej niedobór w skali światowej oraz pobudzić spadek cen.

Jednak już w poniedziałek zeszłotygodniową zniżkę notowań uznano za przesadną i ceny miedzi zaczęły znów rosnąć. We wtorek pojawił się dodatkowy czynnik, który utrwalił tendencję zwyżkową. Były to doniesienia o strajkach w kopalniach firmy Asarco w Arizonie oraz kanadyjskiej spółki Placer Dome w Chile. Ocenia się, że dzienne wydobycie w tych obiektach mogło zmaleć o 25% - 50%. Nie można jednak wykluczyć ich dłuższego unieruchomienia, a to groziłoby pogłębieniem światowego deficytu miedzi. Zapasy tego surowca nadzorowane przez Londyńską Giełdę Metali są obecnie najmniejsze od 31 lat.

Do wczoraj związki zawodowe w kopalniach Asarco nie zdołały osiągnąć porozumienia z pracodawcą, a w chilijskiej kopalni Zaldivar nie zaplanowano na razie żadnych negocjacji.

W Londynie miedź w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała w środę po południu 3293 USD za tonę w porównaniu z 3261 USD dzień wcześniej i 3206 USD w końcu ubiegłego tygodnia.