Wybory się zbliżają, temperatura zatem rośnie. Rumieńców nabierają wszelkie dysputy, w których uczestniczą przedstawiciele różnych ugrupowań. Jeszcze dwa miesiące temu było ostro, teraz zaś może czekać nas rywalizacja z użyciem niebezpiecznych narzędzi, np. widelców (obawiałem się tego, słuchając relacji z porannego, śniadaniowego programu politycznego w jednej ze stacji radiowych). Jest coraz agresywniej, tym bardziej że politycy mają dodatkowy oręż. Chodzi oczywiście o teczki i kwestię współpracy z komunistycznym reżimem. Znowu mści się fakt nierozliczenia z naszą przeszłością. Nie o tym jednak.
Biorąc pod uwagę programy gospodarcze różnych partii, ekonomiści z nadzieją przyglądali się bardziej czy mniej formalnym gestom członków Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Z liczących się w tej chwili partii te dwie dawały szanse na w miarę sensowne, pod względem spojrzenia na gospodarkę, reformy. W innych przypadkach albo trudno było o konkrety, albo trudno było się nie zirytować. Liga Polskich Rodzin ma program, ale niewiele z niego wynika. Oczywiście, że chcemy być młodzi, piękni i bogaci, nie bardzo wiadomo jednak, jak to osiągnąć. I LPR recepty nam nie daje. Samoobrona z kolei straszy renacjonalizacją oraz wykorzystaniem rezerw walutowych. Poza tym epatuje też sloganami w rodzaju: chcemy, aby Polacy byli bogaci i mieli swoją własność. Każdy chce. I co z tego?
Także PO i PiS nie przedstawiły wszystkich wyliczeń dotyczących ich koncepcji. Nie wiemy dokładnie, jaki będzie wpływ poszczególnych zamierzeń na stan budżetu. Ile stracimy, realizując program 3×15, a ile wprowadzając dwa progi podatkowe? A może dochody do budżetu wzrosną? Może... Na dzisiaj nieznacznie z przodu jest PiS, który podał więcej szczegółów.
Mamy oczywiście nadzieję, że każdy tydzień będzie przynosił nowe informacje i że przed wyborami będą nam się rysowały jakieś konkretne, bazujące na wyliczeniach, programy. Może wreszcie da się podjąć decyzję, opierając się na faktach, a nie na przeczuciach i odczuciach.
Martwi mnie jednak, że już teraz obaj najpoważniejsi koalicjanci spierają się, i to w sposób agresywny, co do niektórych pomysłów. I to chyba nie tych najważniejszych. Jan Rokita mówił niedawno, że koncepcja 3×15 jest absolutnie poza dyskusją, co spotkało się z ostrą repliką Jarosława Kaczyńskiego. Program PiS zakłada różne progi podatku VAT i PiT, przy czym w tym drugim przypadku de facto mamy do czynienia z podatkiem liniowym. Wyższy próg płaciliby nieliczni. Istotne jest jednak to, że jednak i druga partia chce uproszczenia systemu. Nie warto chyba na tym etapie wchodzić w poważne merytoryczne spory, w dodatku o silnym zabarwieniu emocjonalnym, tym bardziej że na rozwiązanie czekają inne problemy. Co mianowicie z parapodatkowymi obciążeniami pracy? Co np. z ZUS-em? Jak wspierać eksport? Czy ograniczać wzrost kursu złotego? Jak zmniejszyć biurokrację? Panowie skupcie się na tym, zamiast roztrząsać obszary, w których i tak jesteście bardzo blisko.