Kontrakty rozpoczęły notowania od wzrostu i wydawało się, że będziemy mieli kontynuację wtorkowego ruchu. Faktycznie sesja miała taki wydźwięk, choć już po rozpoczęciu notowań na rynku kasowym pojawiła się chwila zwątpienia. Niemrawa aktywność oraz spadek cen mógł zaniepokoić posiadaczy długich pozycji. Popyt w końcu wziął się w garść i wyciągnął ceny z minusów. W południe podaż ponownie chciała przejąć inicjatywę, ale była to już tylko marna próba.
W efekcie mamy za sobą kolejny spory wzrost. Zwyżce cen towarzyszyła znacząca aktywność i przyzwoity obrót. Nie są to może wartości rekordowe, ale jak na ostatnie dni, wybijające się ponad przeciętność. Wydaje się, że rynek jest u progu testu poziomu oporu w postaci szczytu z końca lutego (indeks już takiego testu dokonał i zakończył notowania nieco wyżej). W czasie całej sesji znacząco wzrosła liczba otwartych kontraktów, co można uznać za oznakę polaryzacji oczekiwań. Wynika ona z bliskości oporu. Rośnie liczba graczy chcących złapać szczyt w przeświadczeniu, że ceny nie wyjdą ponad 2126 pkt. Podaż jest pewna siebie. Nie dość, że wzrosła LOP, to jeszcze mamy znowu sporą ujemną bazę (dochodzącą do -26 pkt).
Pomimo ostatnich zwyżek trudno nastroje panujące na rynku uznać za optymistyczne. Przemawia to za możliwością ociągnięcia przez kontrakty kolejnych tegorocznych rekordów. Ostatnie testy wsparć zakończyły się pomyślnie dla posiadaczy długich pozycji. Czy tylko chęć wyznaczenia podwójnego szczytu ma wystarczyć do zatrzymania wzrostu? Paradoksalnie, właśnie ona może doprowadzić, że szczyt z lutego zostanie pokonany szybciej. Trend karmi się wątpliwościami w jego kontynuację. Aktywność podaży w okolicy oporu to właśnie przejaw tych wątpliwości.