Sytuacja na zagranicznych rynkach od kilku tygodni przedstawia się interesująco. Z jednej strony, na większości giełd ciągle trwa trend wzrostowy, z drugiej zaś strony coraz wyraźniejsze stają się oznaki jego osłabienia. Główne indeksy cały czas jednak bądź lekko zwyżkują, bądź poruszają się horyzontalnie, nie generując sygnałów sprzedaży.

S&P 500 już od tygodnia konsoliduje się kilka punktów powyżej lokalnego maksimum z marca tego roku. Choć teoretycznie, indeks mógłby dalej zwyżkować, nawet w okolice 1260 pkt, to jednak sił starcza mu co najwyżej na obronę przełamanego poziomu. W takiej sytuacji decydujący będzie kierunek wybicia z konsolidacji. Jeśli indeks zdoła przełamać jej górne ograniczenie w strefie 1235-1238 pkt, to będzie można mówić o potwierdzeniu trendu wzrostowego i dalszym kilkunasto- lub kilkudziesięciopunktowym ruchu. Coraz bardziej prawdopodobne wydaje się jednak przełamanie dolnego ograniczenia konsolidacji w okolicy 1225-1227 pkt. Sugerowałoby to odwrócenie tendencji na spadkową. Potwierdzeniem sygnału i zarazem zapowiedzią dalszych spadków będzie pokonanie wsparcia na poziomie 1221 pkt. W takim przypadku indeks mógłby w trakcie kolejnych tygodni zniżkować w okolicę 1190 pkt.

Główne indeksy środkowoeuropejskie mozolnie się pną. Podobnie jak na giełdach za oceanem, tak i na rynkach Starego Kontynentu łatwo zauważyć osłabienie popytu. Na razie jednak ciągle jest on nieco silniejszy od podaży i nie pojawiły się jednoznaczne sygnały zakończenia wzrostu. Cały czas najsilniej zachowuje się BUX, tuż po nim plasuje się PX50. Nieco słabiej wypada tym razem indeks warszawski, który zdołał pokonać lokalne maksima z ubiegłego tygodnia, dopiero na wczorajszej sesji. Teraz wszystkie indeksy lekko zwyżkują, kontynuując wzrost rozpoczęty jeszcze w połowie maja. Osobiście jednak prędzej szukałbym okazji do realizacji zysków niż dalszych zakupów. Choć na razie cały czas trwa trend i brak sygnałów sprzedaży, to jednak coraz wyraźniej widać, że indeksy zdobywają kolejne punkty z coraz większym wysiłkiem.